ZERWANE POŁĄCZENIE (BAJKA)

utworzone przez Lis 24, 202081 Tajemnic

Angelika poleciała do Toronto na konferencję medyczną. Była wysoko postawionym urzędnikiem w firmie farmaceutycznej. Tak zwany topowy menadżer. Creme de la creme w tej branży, o ile można tak powiedzieć o człowieku.

Firma zarezerwowała jej hotel na tydzień, mimo że konferencja trwała tylko dwa dni, w dodatku w weekend. Miała czas żeby wypocząć, zwiedzać, przygotować się do ważnego wystąpienia – była głównym prelegentem. 

Tęskniła za córką, córka tęskniła za nią. Umówiły się przed wylotem, że siedmioletnia Sabinka będzie dzwonić wieczorem do mamy z messengera, aby ta – jak co dzień – opowiedziała jej jakąś bajkę. Robiły tak od pewnego czasu. Bajka była – rzecz jasna – wymyślana na poczekaniu.

Jako że Angelika źle znosiła trudy podróży, nadto zbliżała jej się miesiączka, czuła przez cały dzień pewne napięcie, rozdrażnienie, niezadowolenie. Do tego w hotelu doprowadził ją do szewskiej wręcz pasji recepcjonista. Starszy facet, na oko po 60-tce, jakiś zniedołężniały z postawy, zachowania, mowy, ruchu. Do tego koszmarnie opryskliwy i strasznie niemiły. – Gbur i baran – pomyślała. Robił jej jakieś problemy, narzekał na temperaturę, ponaglał. Fatalnie znał angielski.

Pozostały personel zerkał to na nią, to na niego i przewracał oczami. Czuła że dla wszystkich wokoło w tej sytuacji nie ma nic nadzwyczajnego. Wchodząc do windy jedna z dziewczyn, które odkurzały podłogi w holu powiedziała:

– Proszę się nie przejmować, to starszy brat właściciela naszej sieci. Ciągle niezadowolony, choć dostał od brata wszystko co mógł dostać. Ma się tutaj jak pączek w maśle.

Zastanawiała się w windzie, po co ludzie robią takie rzeczy? W końcu jednak odpuściła. Chciała wziąć kąpiel, rozpakować się, poczytać książkę, wziąć na luz i się zdrzemnąć.

O 19.00 czasu polskiego zadzwoniła córka Sabinka.
– Cześć mamusiu, bardzo za Tobą tęsknię, kocham Cię – wyznała szczerze córka. – Opowiesz mi jakąś bajkę przed snem tak jak obiecałaś?
– Jasne córuś – odpowiedziała Angelika, choć nie miała na to ochoty. Nie tylko zapomniała o złożonej obietnicy, ale też nie czuła się najlepiej. Okres, podróż, portier. Powodów miała z tysiąc. Jednak postanowiła nie odbierać dziecku zabawy.

– Trzy tysiące lat temu, w pewnym egzotycznym, odległym i już nieistniejącym państwie rządził cesarz. Zwali go Hanukabin. Słynął z tego, że lub był mu posłuszny i usłużny. Był to władca wielki, największy jakiego widział ówczesny świat. Zdrowy, silny, mężny, odważny i dobroduszny. Miał złote serce i przepiękną duszę. Od młodości nosił przydomek „Biały gołąb”. Tylko jednego poddany mu lud nie mógł zrozumieć. Ciągle narzekał i krytykował. Był to dla mieszkańców ogromny paradoks. Zdrowy i silny, lecz narzekający. Dobry i kochający, ale ciągle krytykujący. Cesarz jednak miał swój unikatowy sposób na rządzenie terytorium i ludem. Im więcej narzekał, im więcej krytykował, tym lud starał się bardziej. Dzięki temu cesarz miał się jak pączek w maśle. Troszczyli się o niego, usługiwali mu, dawali wszystko czego potrzebował, a nawet tego czego nie potrzebował. Ze 100 osób głowiło się, dwoiło i troiło jak cesarzowi dogodzić. Niektórzy potrafili przewidywać jego potrzeby z wyprzedzeniem, czego nawet o sam nie mógł pojąć. Był zachwycony. – Córka uważnie słuchała. Do Angeliki co jakiś czas w słuchawce dochodził jej oddech lub przytakiwanie. Kontynuowała…

– Pewnego razu cesarz zażyczył sobie, aby pomiędzy tronem a ludem znajdowała się mała pozłacana bramka. Takie symboliczne oddzielenie władcy od ludu, ale też sposób na to, by władca mógł lud do siebie dopuszczać, okazywać mu swoją miłość i zainteresowanie, dokonywać wyboru. Do wykonania zadania zatrudniono najlepszego kowala w cesarstwie, a zdaniem niektórych, na całym kontynencie. Słynął on z prac nietuzinkowych, doskonałych, oryginalnych, będących arcydziełami tej sztuki. Kowal Yakimoto uzyskał od cesarza wszelkie niezbędne informacje i wykonał pozłacaną bramkę. Było to jego dzieło życia, pracował nad nim dzień i noc przez prawie 20 tygodni. Wiedział że wykonał najlepszą i najpiękniejszą z możliwych prac. Oddał w ten sposób hołd władcy, którego wielkości nigdy nie kwestionował.

Yakimoto słynął z pokory i wdzięczności. W końcu nadszedł dzień odbioru pracy przez cesarza Hanukabina. Cesarz na samym wstępie spotkania oznajmił, że bardzo źle się czuje, struł się czymś, źle spał i potrzebuje jeszcze większej niż zwykle troski nadwornej służby. Wszyscy biegali wokół niego jak osy, nadskakiwali. Tylko niektórzy – najbardziej odważni – za plecami cesarza przewracali oczami. Cesarz w końcu spojrzał na dzieło Yakimoto i rzekł:

– Co to za badziew kowalu? Czyżby twoja sława przerastała twoją osobę, zaś opowieści na twój temat zostały wyssane z palca? Odnoszę kowalu wrażenie, że nie słuchałeś mnie podczas poprzedniego spotkania albo zgubiłeś swoje notatki. Czy masz mi coś do powiedzenia?

– Umartwiony i umęczony cesarz zagryzł zęby, choć w środku, w duchu czuł zadowolenie. Bramka była piękna, nietypowa, zupełnie inna niż te, które widywał w swoim życiu. – Przepraszam Panie – odrzekł kowal – pozwól proszę, że wykonam nową.

– Dobrze. I odejdź, gdyż źle się czuję – pożegnał się cesarz.

Yakimoto wrócił do swojej kuźni. Czekał na niego jego ukochany parobek Zin. Zin miał 16 lat, jego rodzice zginęli z rąk napastnika przed laty i kowal przyjął go na wychowanie. Dał mu wikt, opierunek, w zamian za pracę w kuźni i służbę. W czasie gdy kowala nie było, Zin miał wysprzątać kuźnię. Zrobił to tak jak zawsze, tak jak Yakimoto lubił. Kowal zaraz gdy wrócił wszedł do kuźni, rozejrzał się i rzekł:

– Chyba przestałeś drogi Zinie doceniać to wszystko co dla Ciebie robię. Stary już jestem, choroby mnie zaczynają dopadać, a Ty, mój najlepszy uczeń, nieomal syn, mnie zawodzisz? Jak że tak?

Oczy Zina napełniły się łzami. Stał znieruchomiony, czuł jak drętwieją mu nogi, cała twarz, a potem zaś głowa napełnia się krwią. To była ogromna złość jakiej Zin nigdy wcześniej nie zaznał. Zdegustowany i zagubiony wybiegł z kuźni i pośpiesznie udał się do swojego przyjaciela Sandrino, z którym wspólnie – gdy czas na to pozwalał – budowali domek na drzewie. Gdy tylko zobaczył przyjaciela zaczął krzyczeć – Sandrino, Sandrino, źle, źle, źle, wszystko robisz źle.

W tym momencie Angelika usłyszała w słuchawce sygnał przerwanego połączenia. Zdziwiło ją to. Pomyślała że coś się stało na łączach. Szybko wybrała połączenie z córką, aby dokończyć opowieść. Sabinka nie odebrała. Próbowała messengerem, na whatsappie, aż wreszcie tradycyjnym połączeniem telefonicznym. Sabina znów nie odebrała. Za trzecim razem, gdy Angelika wybierała numer, poczuła coś bardzo silnego, czego nigdy wcześniej w życiu nie doświadczyła. Zaczęło trząść się jej ciało, drżała, nagle poleciały jej łzy. Wpadła w swego rodzaju hiperwentylację.

Poniechała dalszych prób połączenia. Opowieści już nigdy nie dokończyła.
Nigdy więcej nie nazwała córki Sabinką.

Co sobie bierzesz z tej historii?

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...