BIAŁE ŚCIANY – INTERPRETACJA KOANU „ZAJRZAŁAM DO TOREBKI”. PREZENT DLA KASI

utworzone przez Maj 26, 202081 Tajemnic, Prezent

Wyobraź sobie, że jesteś w pustym pokoju. Jest on pomalowany na Twój ulubiony kolor, a nawet – jeśli tego chcesz – na ścianie ma położone tapety. Również takie, jak lubisz. W pokoju jest piękna, wygodna kanapa, jakiś stolik kawowy, magiczna wręcz podłoga. Na ścianie wisi obraz, który bardzo dobrze Ci się kojarzy, przywołuje w Tobie dobre myśli i wspomnienia. Są też kwiaty, Twoje ulubione. Na stoliku kawa, herbata, woda i sok – do wyboru, do koloru. W pokoju jesteś sama. Pokój jest zamknięty. To część eksperymentu, w którym bierzesz udział. Celem eksperymentu jest doświadczenie i zrozumienie praw rządzących wszechświatem, a w dalszej kolejności Twój dobrostan i szczęście, Twoja wolność osobista. Jeśli tylko o to poprosisz, zostanie natychmiast otwarty. Jest Ci tu dobrze. 

W suficie i na ścianach zainstalowane są głośniki. Płynie z nich wspaniała muzyka – taka jaką lubisz. Twoje ukochane dźwięki, ulubione melodie, kwintesencja dobrego smaku. Pokój jest dość pusty, więc w mig dostrzegasz, że dźwięki wypełniają całą przestrzeń, są w każdym kącie. Pokój wręcz wibruje muzyką, która gra. Niby dochodzi ona z głośników, lecz w gruncie rzeczy gra nią cały pokój, jakby to on był źródłem dźwięku i głośnikiem. Nie sposób odróżnić źródło dźwięku od przestrzeni, w której dźwięk się rozprzestrzenia. Może to zrobić tylko oko, które zna obraz głośnika i umysł, który zna przeznaczenie głośnika. Jednak gdy oczy masz zamknięte, źródłem dźwięku jest pokój. Pokój jest muzyką. Cały gra i cały wibruje, a Ty razem z nim. Czujesz się dobrze w tym pokoju. Wygląda tak jak lubisz, pachnie Twoimi ulubionymi kwiatami, jest czysty. Muzyka dodaje kolorytu, smaku i radości Twojemu przeżyciu.

Nagle muzyka słabnie i nastaje cisza. Teraz słyszysz każdy swój oddech i najsubtelniejszy ruch. Zaczynasz myśleć o muzyce, która jeszcze przed chwilą wypełniała pokój, a później o sobie, swoim życiu i… swoich problemach. I w tym momencie dociera do Ciebie, że system audio zainstalowany w pokoju czyta Twoje myśli i odtwarza je w głośnikach. Dzieje się to bez jakiegokolwiek opóźnienia, jakby Twój mózg, z pominięciem aparatu mowy, mówił do mikrofonu. Po prostu słyszysz swoje myśli w całym pokoju, w dodatku są one odczytywane Twoim głosem. Słyszysz siebie. Pokój teraz – w miejsce muzyki – jest wypełniony Twoimi myślami.

Słyszysz „chciałabym mniej…, chciałabym żeby moje problemy związane z…, walczę o…, walczę z...”. Pokój wypełnia się Twoimi myślami, tym, czego nie chcesz, tym, co określasz jako problem, tym, o co i z czym walczysz. I pojawiają się kolejne myśli: „trzeba coś robić, żeby ciągle nie obrywać od życia, trzeba walczyć żeby coś zdobyć, o wszystko trzeba walczyć”. Pokój wypełniony jest problemami i walką. Te słowa dominują, te słowa słychać cały czas w głośnikach. To, że pada przy nich nie chcę, nic nie zmienia, bo słychać problem. Gdy pomyślisz „nie chcę umierać”, myślisz w gruncie rzeczy o umieraniu, a nie o życiu, czyż nie? Mózg człowieka, nie zna „nie chcę”, pomija je. Skupia się na tym, co jest po „nie chcę”.

Myśli natrętne i uporczywe mają to do siebie, że wzajemnie się nakręcają, powielają i mnożą. Im więcej ich myślisz, tym więcej się ich pojawia. Są jak karaluchy. W pokoju dudnią słowa „walka”, „problemy” „obrywać od życia” i inne podobne, które symbolizują to, czego nie chcesz, a nie to, czego chcesz. I mimo, że tego nie chcesz, ciągle o tym mówisz i ciągle to słyszysz.

Nagle odkrywasz, że możesz przecież nie chcieć tych natrętnych myśli. Krzyczysz zrozpaczona „nie chcę tych natrętnych myśli”, a z głośnika po nic nie znaczącym „nie chcę” słyszysz wzmocnione i basowe echo „natrętnych myśli, natrętnych myśli, natrętnych myśli”. Im bardziej nie chcesz natrętnych myśli, tym więcej ich w pokoju. 

Pokój wypełniony tym czego nie chcesz staje się z sekundy na sekundę coraz brzydszy. Nagle dostrzegasz, że są w nim niedomalowane elementy, niedoróbki, stolik jest podrapany w jednym miejscu, a na podłodze gdzieniegdzie znajdują się kołtuny kurzu. Traci też znaczenie kanapa, stolik, napoje, kwiaty, kolory, tapeta. Myśli natrętne, myśli o tym czego nie chcesz, wypełniły pokój, który wibruje teraz złością, problemami, rozgoryczeniem, walką i rozczarowaniem.  

Wiesz już, że myślenie o „nie chcę”, o „chciałabym, żeby nie było” przywołuje w pokoju to czego w gruncie rzeczy nie chcesz. Bo słyszysz tylko to, czego nie chcesz, a im więcej tego słyszysz, tym bardziej tego nie chcesz. Jednak – co kluczowe – im więcej mówisz o tym czego nie chcesz, tym więcej słyszysz to, czego nie chcesz i tym mocniej zatruwa to atmosferę pokoju. Błędne koło. Nagle mówisz „STOP!”. Krzyczysz „CHCĘ…” i zaczynasz myśleć o tym, czego chcesz. Pojawiają się myśli o dobrostanie Twoim i najbliższych Ci osób. Masz dobre myśli i one teraz biegną z głośnika, rozlewają się po całym pokoju. Słyszysz je, poprawia Ci to nastrój i dzięki temu masz jeszcze więcej dobrych myśli. Rozmnażają się, pączkują, kwitną jak bez. Z jednej dobrej, rodzą się dwie kolejne, a z dwóch, cztery. Z czterech już szesnaście. Jesteś zdumiona. Geometryczny rozrost. Pokój znów się zmienia, staje się na powrót przyjazny, ciepły, miły, taki Twój. Odkrywasz ważną i zapewne znaną Ci na ten czy inny sposób prawdę: co siejesz, to zbierasz. Każda zasiana w pokoju myśl do Ciebie wraca. Każda się mnoży w nieskończoność. Wiesz już, że masz wybór.

Opuszczasz pokój. Niespełna minutę później odkrywasz, że cały świat który znasz, jest tym pokojem. Twoje myśli zawsze wypełniają to, co Cię otacza. Gdy są pozytywne, jesteś w pozytywnym pokoju, pięknym świecie, gdy są negatywne, jesteś w negatywnym pokoju, a Twój świat to koszmar. Zawsze jesteś w pokoju, w którym gra muzyka Twoich myśli. Ten pokój nie potrzebuje ani ścian, ani zamków, ani głośników. Ty wyznaczasz jego granice. Niesiesz go ze sobą cały czas, emanujesz nim. No i najważniejsze – Ty decydujesz, jaki on jest. Ty decydujesz z czym przychodzisz do świata i jaki jest Twój świat. We wszystkim co widzisz są Twoje myśli, a te możesz zmienić, ba, nawet całkowicie porzucić. Tak, po prostu porzucić, przestać rozmyślać i w miejsce tego BYĆ.

To myśli decydują, że rozlane mleko, raz jest przez nas ścierane bez żalu, pretensji czy złości, a innym razem wywołuje w nas gniew. Przecież to to samo mleko, takie samo zdarzenie, ten sam pokój. To myśli – pozytywne lub negatywne – nadają treść naszemu światu i decydują o jakości jego przeżywania. O akceptację chodzi. W akceptacji rozlane mleko nic nie znaczy. W braku akceptacji staje się problemem. A o problemach najprościej myśleć, że się ich nie chce. To powoduje jeszcze dźwięczniejsze wybrzmiewanie słowa „problem”, jego wzmacnianie i… wypełnienie pokoju problemem.

Poza tym… zawsze chodzi o miłość. Od dziecka wmawia nam się, że miłość jest czymś, co ma granice znaczeniowe. Że miłość, to się czuje w związku z kimś albo do zwierzęcia albo do jakiegoś zajęcia lub do czegoś. Uczy się nas, że miłość nadchodzi po spełnieniu jakiegoś tam warunku i przez to należy na nią czekać i jej poszukiwać. Gdy warunku brak, nie ma miłości. No i gdy warunku brak, zaczyna się negatywne myślenie. To największe oszustwo tego świata. Miłość jest wszędzie i wszystkim, tylko człowiek nauczony warunkowania, uzależniania uczuć „od…” tego nie może zobaczyć. Gdy przestaniemy definiować miłość, zamykać ją w granicach, wszystko stanie się miłością. Warunkowanie, to szatkowanie świata i rzeczywistości na „akceptuję” i „nie akceptuję”. Gdy przestaniemy szatkować, będziemy kochać. Nie świat, nie siebie, nie naszych przyjaciół, nie wrogów. Będziemy po prostu kochać. Kocha się nie coś i nie kogoś. Kocha się po prostu. Tak jak się po prostu oddycha.

W zakładach psychiatrycznych pokazywanych w amerykańskich filmach zamyka się czasem pacjentów w białych ścianach. Tam są tylko ich myśli i tam mogą zrozumieć, że to nie rzeczywistość ich krzywdzi, a ich myśli, które mogą – w białym pokoju – zmienić i uczynić z niego przyjazne dla siebie miejsce. Gdy zrobią to w tym pokoju, mogą to uczynić wszędzie. 

Wyobraź sobie, że jesteś w pustym pokoju, takim w którym każda myśl staje się Twoją rzeczywistością. Ten pokój nie ma ścian, nie można go też zamknąć na klucz. Ten pokój to wszechświat, Twój wszechświat. Bo to Ty jesteś pokojem i Ty tworzysz ten pokój. Najpiękniejsze pokoje powstają z pięknych myśli. W takich pokojach panuje pokój. W takich pokojach, w tym co ludzie zwykli nazwać brzydotą, też jest miłość.

Czego chcesz? Jaki pokój będziesz od dziś tworzyć? 

ps. i jeszcze jedno…

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Zajrzałam do torebki – koan. Prezent dla Kasi

Zajrzałam do torebki a tam na samym dnie…niemożliwe? Królik. Mały, czarny królik. Czarny? W pierwszej chwili pomyślałam, że córeczka podrzuciła mi swoją maskotkę, żeby nie było mi smutno bez niej ale ona nie ma czarnego królika. Nie ma czarnego królika, który w dodatku łypie okiem i najwyraźniej zamierza wyjść z torebki.

– Królik! – Niemal krzyknęłam ze zdziwienia rozglądając się odruchowo, czy jakiś przechodzień nie spojrzał się na mnie, jak na jakąś dziwaczkę. Tymczasem królik wychylił łebek i rzekł:

– Nie jestem królikiem, tylko zającem.

– Królik! – Powtórzyłam jeszcze bardziej zaskoczona łebkiem królika w dodatku samodzielnie wychylającym się z torebki. – I to, w do dodatku, gadający! – Znów krzyknęłam.

Najwyraźniej wspiął się na tylnych łapkach. Nie był zbyt duży. Co tam wspiął się, żył, drapał pazurkami w podszewkę, łypał oczkami i…gadał a w każdym razie raz zagadał. Był żywym stworzeniem, żadnym tam pluszakiem. Żadną zabawką lecz żywym, małym, czarnym, gadającym zającem.

– Gadający królik? Czarny zając? – Powiedziałam sama do siebie, choć królik odebrał to jakoś osobiście, gdyż wyszczerzył zęby i lekko ugryzł mnie w palec.

Wydawało mi się? Ale jak mogło mi się wydawać, kiedy z mojej torebki wychylał się czarny łebek, zakończony czarnym noskiem. Strzygł uszami i znów zagadał.

– Nie królik, tylko zając. – Powtórzył.

– Czy to moja córeczka wrzuciła ciebie do torebki? – Spytałam jakoś bez sensu, bo przecież skąd by wzięła gadającego królika, czy też zająca.

Królik, podający się za zająca (kto to widział być czarnym, puszystym zającem, wielkości kłębuszka wełny) zeskoczył na ławkę, na której przysiadłam zaskoczona dziwnym zdarzeniem, ukłonił się i rzekł:

– Jestem kimś w rodzaju złotej rybki. Jestem potomkiem słynnych zajęcy wielkanocnych. Spełniam życzenia. Czego chcesz?

– Przecież Wielkanoc już dawno minęła. – Powiedziałam jakoś zupełnie bez sensu i dodałam też niezbyt rezolutnie: – Jak to: czego chcę?

– Owszem, mamy opóźnienia – zawstydził się zając – ta cała histeria wokół wirusa, blokada granic, problemy logistyczne, no ale jestem, proszę pytać. – Stwierdził i z małego plecaczka sprawnie wyciągnął batonik czekoladowy, po czym zaczął go zajadać.

– Królik, przepraszam zając… i batonik, to chyba dla was niezdrowe, może raczej marchewka? – Znów palnęłam bez sensu, tymczasem zając odpowiedział całkiem serio.

– ­Moja droga, jestem istotą magiczną, twoim dajmonem, duchową projekcją i mogę jeść co tylko zechcę. Ponadto będąc, w pewnym sensie, tobą mam podobne do twoich upodobania, chcesz gryza?

– Jak to mną? – Ugryzłam kawałek batonika odłamany zręcznie przez zająca.

– Tobą, tobą, moja droga, wezwałaś mnie. – Odpowiedział zając.

– Wezwałam? Jak to?

– Twoje zmartwienia, troski, napięcia…pewnej nocy zbiły się w kulkę energii i kulka, tu przyznam miałaś sporo szczęścia, trafiła w matrycę. Normalnie narzekania wracają jak bumerang, tylko wzmocnione i ryms, chlust prosto w pysk, walą tego, co się zamartwiał, tylko mocniej. Pierwsza Zasada Wszechświata: Kumulacja. Negatywna energia jest jak bumerang, wraca wzmocniona. Ale miałaś szczęście i twoje troski trafiły w matrycę, dokładnie tak jakbyś wysłała radość, pewność, szczęście.

– W jaką matrycę? – Spytałam. Zdaje się, że w tamtej chwili to ja łypałam oczkami jak zdziwiony królik.

– Matryca Wszelkich Możliwości. – Stwierdził zając. – Nie mam czasu na dłuższe tłumaczenia i nie po to tutaj przybyłem. Poszukaj, poczytaj. W każdym razie matryca to czysta energia. Zadziała Druga Zasada Wszechświata: Odpowiedź. Czego sobie życzysz, to dostajesz. Zatem czas na twoje życzenie?

– Chciałabym mniej…chciałabym żeby moje problemy… widzisz walczę…

– I znowu to samo. Nie słuchasz kobieto. Zasada bumerangu, zasada odpowiedzi. Jak sobie życzysz, na przykład spotkania z silnym mężczyzną, to jeśli tego nie doprecyzujesz, to możesz dostać kulturystę, przemocowca albo psychopatę. Co tam będzie pod ręką – zachichotał zając. – Matryca jest podobna do ludzkiego mózgu, wykona najgłupsze polecenie. Tak długo jak będziesz z myśleć o problemach, walce, mniejszej ilości stresu tak długo będziesz tego dostawać w bród.

– Ale przecież trzeba coś robić żeby ciągle nie obrywać od życia, trzeba walczyć żeby coś zdobyć. O wszystko trzeba walczyć. – Chyba się wtedy rozpłakałam.

– Walka, o której mówisz w kółko, pochodzi z braku akceptacji. Jest formą nieświadomego oporu wobec tego, co jest. Zrozum, kobieto, nawet jeśli na swoje troski masz tysiąc dowodów i tysiąc powodów żeby się martwić, czy twoje myśli i emocje związane z daną sytuacją są uzasadnione, czy nie, wysyłasz w przestrzeń bumerang naładowany wkurw*niem, cierpieniem i problemami. Bomba biologiczna. Wszystkie twoje racjonalne tłumaczenia i starania są bez znaczenia. Ważne, że stawiasz opór temu, co jest. Z obecnej chwili robisz sobie wroga. A do wroga jak do wirusa przyklejają się kolejne wirusy.

– Więc co mam robić, co mam myśleć, co wysyłać do tej …matrycy? – Spytałam chyba wciąż rycząc.

– Nie przejmuj się owocami swoich działań, skup się tylko na działaniu. Owoc sam się pojawi. Ciesz się tym co masz. Druga zasada Wszechświata: Odpowiedź. Czego sobie życzysz, to dostajesz. Czym żyjesz, tego masz więcej.     

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...