WAZEKTOMIA – ALE O CO CHODZI?

utworzone przez Mar 1, 202081 Tajemnic

1. „Samotność, to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie” śpiewał Ryszard Riedel w „Liście do M” (Dżem). Czym jest dla Ciebie samotność, co Ci robi, jak ją przeżywasz? Znów wracamy do tematu grupa vs jednostka (zob. wczorajszy koan i interpretację). „Zdrowa” jednostka znosi samotność bardzo dobrze, gdyż tym co ma najwartościowsze w swoim życiu, jest ona sama. Wiele razy wykonywałem ćwiczenie – autorstwa autora koanu – o nazwie „Bezludna wyspa” (czy jakoś tak 🙂 – mniejsza o nazwy). Kulminacją ćwiczenia jest pytanie, „Co byś miał, gdybyś był na bezludnej wyspie, na której nie masz z sobą zupełnie nic?” (czy jakoś tak 🙂 – mniejsza o szczegóły). Odpowiedź – z czasem – stała się dla mnie oczywista. Siebie bym miał (i swój oddech – czyli w gruncie rzeczy siebie). Ktoś pewnie pomyśli, powie „to niewiele”. Dla mnie to wszystko i początek wszystkiego innego.

 

2. Co to ma wspólnego z monogamią, poligamią, lgnięciem do kolejnego partnera, potrzebą uniesień (uczuciowych, fizycznych) w obecności drugiej osoby? Ano ma. Dziś na fanpage’u „Matryca życia – Ewa” przeczytałem wypowiedź (cytat) Byron Katie: „Partner to twoje lustro. Pominąwszy sposób, w jaki go postrzegasz, on dla ciebie nawet nie istnieje. Jest tym, za kogo go uważasz, a ostatecznie TO JESTEŚ TY SAM, myślący. To tylko ty, cały czas ty, i w ten sposób pozostajesz ślepy na siebie, czujesz się usprawiedliwiony i zagubiony. Przekonanie, że twój partner jest wszystkim, tylko nie odzwierciedleniem ciebie samego, jest bolesne. Kiedy więc dostrzegasz u niego jakiekolwiek niedoskonałości, to możesz być pewien, że to są TWOJE NIEDOSKONAŁOŚCI. Z pewnością jest to niedoskonałość w twoim sposobie myślenia, ponieważ to ty jesteś osobą, która ją projektuje. Zawsze jesteś taki, za jakich nas uważasz w danym momencie. Nie ma wyjątków. Ty jesteś swoim cierpieniem i Ty jesteś swoim szczęściem”. Lgniemy do drugiego człowieka, gdyż zdaje nam się, że dzięki temu uzyskamy pełnię. Jednak w tym drugim człowieku zawsze widzimy to, czego nie chcemy zobaczyć w sobie. To te elementy w partnerze przyciągają go do nas, a nas do niego. Dostajemy lustro aby zobaczyć siebie, jednak gdy nie mamy gotowości by siebie zobaczyć, partnera odrzucamy, twierdząc „to twoja wina”… „Welcome to real world Neo” 🙂

3. I tak błądzimy od relacji do relacji nie wiedząc z jakiego to powodu znowu coś nie wyszło. Nie wyszło nie z powodu partnera, a naszych niepozałatwianych spraw. Nie zintegrowanych części siebie, które nieświadomie odrzucamy. I znów wracamy do sedna wszystkich sedn. Zacznij od siebie. Pokochaj siebie. Wówczas pokochasz świat taki, jakim on jest. Wówczas podstawowym narzędziem twojej egzystencji będzie „zrozumienie” (i miłujące współczucie). Inaczej wszystkie lekcje (wszystkich napotkanych partnerów) porzucisz, odrzucisz i będziesz wciąż w niewoli. To Ty zakładasz sobie kajdany i – paradoksalnie – Ty masz klucz.

Każda prezentowana przeze mnie tutaj introspekcja (tekst „Ale o co chodzi”, czy też tekst z pytajnikiem „?”), to tylko moja insynuacja, dygresja, cudza (moja, jako autora) fantazja na temat tego, co koan Macieja zdaje się próbować przekazać.

I z tej choćby przyczyny interpretacja nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie.

Tekst niniejszy to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw moim punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Moje interpretacje to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż ja i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać Cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy.

To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

4. Tak jest też z lgnięciem do doznań fizycznych, seksu. Seks – jak wszystko co daje nam przyjemność – może stać się uzależnieniem. Przeszukaj tzw. „ciemniejsze” zakamarki internetu. Jest wiele portali zrzeszających ludzi, dla których seks stał się wyłącznie przeżyciem natury fizycznej, doznaniem, bez którego nie mogą żyć. Ba – sportem! To ludzie, którzy (wielce prawdopodobne) nie znieśli by momentu, w którym ich zdolność seksualnego podniecenia i współżycia, zostałaby zaburzona, na skutek np. choroby. Jeśli seks jest dla kogoś tak ważny, że jego utratę postrzega w kategoriach zdarzenia wywołującego rozpacz, to jest to osoba lgnąca, boleśnie uzależniona i niewątpliwie (choć o tym może nie wiedzieć) nieszczęśliwa. I – gdy z powodu wieku albo innych czynników – to fizyczne doznanie utraci, jej życie stanie się puste, bezsensowne, nijakie. Ogarnie ją lęk. To lęk przed sobą samym. W końcu uzależnienie jest nam potrzebne do tego, by przed sobą uciec, by nie zobaczyć siebie w całej okazałości, „z dobrodziejstwem inwentarza”.

5. No ale nie każdy chce, może, jest gotów żyć z przekonaniem, że gdy ma doznania fizyczne to „jest OK”, a gdy ich nie ma, to „też jest OK”. Ktoś powie „taką mamy naturę – współżyjemy, kopulujemy, bzykamy się dla przetrwania gatunku. Ot biologia. Z tego powodu fizyczność, zmysłowość, erotyzm jest tak przyjemny. Nie możemy bez niego żyć.” Zgadza się (co do zasady). Jednak to co ekstremalnie przyjemne, robi nam z mózgiem co chce. Tak przestajemy sterować sobą, a sterują nami popędy, żądze. Zacznij pić regularnie colę, przyjmuj codziennie dużą ilością cukru, szybko zrozumiesz, że nie ty decydujesz, a cukier. Cukier od seksu naprawdę niewiele się różni. Jeden i drugi bywa potrzebny. Ale też oba prowadzą do uzależnienia i cierpienia.

6. Załóżmy (hipoteza), że nie wyobrażasz sobie życia bez seksu, ciągłych doznań fizycznych, w dodatku różnorodnych, nieznanych, zaskakujących, co skłania cię do stałego poszukiwania nowych partnerów seksualnych. W kulturze, w której żyjemy, masz przesrane. Są miejsca na świecie, gdzie twoje postępowanie byłoby zrozumiałe, typowe, normalne. Jednak tutaj – na tej szerokości geograficznej – popełniasz grzech przeogromny. Tutaj wartością jest rodzina, monogamia. Obowiązuje dogmat nierozerwalności małżeństwa. Daleki jestem od oceniania kultury, tak jak daleki jestem od oceniania każdego innego oprogramowania. Jedni korzystają z Windowsa, inni z MacOS. Jedne kultury są monogamiczne, inne poligamiczne. To wszystko – bez wyjątku – oprogramowania, skrypty. Bo – być może to wiesz – jesteś chodzącym na nogach komputerem, który pozwolił sobie zainstalować to czy tamto i – z powodu przekonania o grzechu i winie – bezwiednie polecenia oprogramowania wykonuje. Kto i/lub co Tobą steruje?

7. Jeśli więc masz naturę poligamisty – właśnie tego ci trzeba – i nie masz gotowości zintegrowania się, odkrycia siebie przed sobą, to i tak masz pewien bolesny problem: „żyć jak chcę, jak tego pragnę, czy wykonywać nakazy i zakazy płynące z tego, jak mnie zaprogramowano?„. A to – wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi – prowadzi Cię do nieustającego napięcia i konfliktu wewnętrznego. I znów pojawia się pytanie „ja – indywiduum, czy grupa?”. Nakazy kultury, religii i wiary, czy moje potrzeby (które – jak wspomniałem, najprawdopodobniej i tak nie załatwią twojego podstawowego tematu, czyli miłości do siebie). Musisz wybrać: ja albo tłum. Możesz też poszukać integracji, syntezy tego czego pragniesz. Rozwiązanie zawsze istnieje.

81. Jeśli masz w sobie potrzebę bycia poligamistą/tką i stałego zmieniania partnerów, to niesiesz w sobie taką wibrację. Takich też ludzi będziesz przyciągać i tacy będą Ciebie przyciągać. Możesz więc czuć się względnie wolny/a wśród ludzi, którzy mają takie same potrzeby, zainteresowania i wspólnie je realizują. Jednak intuicja, a nawet osobiste doświadczenie życiowe mi mówi, że wcześniej czy później w takich „rozbuchanych” relacjach pojawia się taka wielka tęsknota, za czymś pięknym, głębokim przeżywaniem egzystencji z drugim człowiekiem. Światem uczuć i doznań duchowych. Zachowaj ostrożność, to może być złudzenie. Każdy kto po „wojażach”, w poczuciu „wyszalenia się” pragnie normalnej relacji z jednym (jedynym), wspaniałym, cudownym człowiekiem, nie pragnie nikogo innego, jak tylko siebie. Tej części siebie, o której zapomina, którą wypiera, której się boi. I to moment najważniejszego wyboru – znów wchodzę w relację, by o sobie nie pamiętać i ukryć się przed sobą, czy może to już czas, by wreszcie się sobie przyjrzeć. Jednak przyjrzeć się sobie można przede wszystkim w samotności. I dopiero gdy człowiek siebie zobaczy, zintegruje, pokocha, uszanuje, podziękuje sobie za to że jest, może spotkać się z kimś innym. I wówczas ma wiekszą (a nawet wielką) szansę, na zdrową, współzależną relację. I ta relacja nie musi być na całe życie, gdyż dojrzałość przebudzona to świadomość, że wszystko przemija. Gdy zniknie lęk w Tobie przed samym sobą, zrozumiesz i pokochasz siebie, przestaniesz się bać (lękać) prawdziwej, trwałej relacji. Być może to jest ten czas by się zatrzymać w szaleństwie sobotniej nocy. Nie czytasz bez powodu tego tekstu do samego końca.

Każda prezentowana tu introspekcja (tekst Adama z cyklu "Ale o co chodzi", czy też tekst z pytajnikiem "?"), to tylko insynuacja, dygresja, cudza (bo autora - Adama) fantazja na temat tego, co koan zdaje się próbować przekazać. I z tej choćby przyczyny nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie! 🙂

Introspekcja to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw Adama punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Interpretacje Adama autorstwa to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż Adam i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy. To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Wazektomia – koan

– Człowieku, znaczy się, gościu – odezwał się kojot zwracając się do wilka – jestem nienasycony, wiecznie głodny miłości. Niestety znowu w życiu mi nie wyszło. Romans, ostry seks, chwilami nawet romantyczny, obietnica miłości, plany na przyszłość i poszła sobie.

Nie wierz nigdy kobiecie – zanucił wilk i aż zacharczał ubawiony przypomnianym cytatem ze starej piosenki.

– Ty się śmiejesz, wilku a ja serio myślę o tej, o wasek…tej, o wasektomi. Męczę się. Mam depresję. Cierpię z miłości. – Stwierdził kojot i zawył.

Wazektomi – poprawił wilk. – Wazektomia niewiele ci pomoże, bo wtedy bezpłodny się staniesz ale dalej będziesz sprośnym samcem co to lata za dziewczynami, robi seksistowskie uwagi i po tyłku klepie. Patriarchalizm kojocie. Z tego łatwo się nie wyleczysz.

– Nie rozumiesz mnie, gościu. Nie jestem żadnym sprośnym samcem. Jestem wiecznie głodny miłości. Nienasycony. Gdy wchodzę w związek z jakąś piękną kojocicą niestety wiem, że mnie porzucić, że wszystko co piękne między nami przeminie. Ale nowa miłość nie mniej mnie rani i cieszy zarazem. Sam nie wiem, czy bardziej cierpię, czy bardziej szaleję z miłości, czy też jeszcze bardziej lękam się, że znowu w życiu mi nie wyjdzie.

– W takim razie, ty raczej kastracji potrzebujesz, kojocie, lecz obawiam się, że samo odcięcie jąder nie wystarczy, trzeba by amputacji mózgu, bo ty mózg masz schrzaniony. – Wilk znowu zacharczał rozbawiony własnym żartem.

– Mózg? – Zdziwił się kojot.

– Owszem. Albo pogodzisz się z tym, że jesteś nieuleczalnym poligamistą, to z resztą kwestia czystej ewolucji, twoje geny mają przetrwać za wszelką cenę i tyle…

– Albo? – Spytał kojot.  

– Albo uznasz siebie za monogamistę niezdolnego do monogamii. W pierwszym przypadku obwiniasz się, za naturalną kochliwość, więc twój mózg nie działa prawidłowo, gdyż zaprzecza ewolucji, samej matce naturze. W drugim przypadku jesteś niezdolny do trwałości relacji, czyli budowania związku, choć zakładasz, że taki związek byłby właściwy, więc i w tym przypadku chodzi o mózg. Ty lobotomii potrzebujesz kojot a nie wazektomii. – Powietrze przeciął radosny, krótki skowyt wilka, który najwyraźniej świetnie się bawił.

– Lobotomii? – Powtórzył kojot.

– Owszem, lobotomii, kastracji mózgu. Na lęk przed bliskością, przed poważnym związkiem, kojot, to jedyna rada. Wszystkie istoty pragną miłości ale niektóre po prostu się jej boją.         

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...