TAKSÓWKARZ – INTERPRETACJA KOANU „PIERWSZA NAUKA MNICHA NGASANG PUNCOKA”. PREZENT DLA SYNA DAWIDA OD ANETY NA URODZINY

utworzone przez Cze 13, 202081 Tajemnic, Prezent

Jest w taksówkach i taksówkarzach coś fascynującego. W dzieciństwie – za tak zwanej komuny – ich pracę utożsamiałem z luksusem, wolnością i niebezpieczeństwem, jakimś dreszczykiem emocji. Taksówkarz w tamtych czasach – w przeciwieństwie do większości społeczeństwa – miał samochód, mógł do woli „za kółkiem” szwendać się po mieście, no i ciągle ryzykował, że ktoś – jakiś złoczyńca – ukradnie mu utarg, a nawet, co się zdarzało, targnie się na jego życie. Patrzyłem z zazdrością na tych dość specyficznych mężczyzn, którzy – w jakimś sensie, u schyłku lat 80-tych – symbolizowali bogactwo, przedsiębiorczość, zaradność i niekończącą się podróż. Tak, taksówkarze zdecydowanie kojarzyli mi się przede wszystkim z podróżą, swoistym rodzajem włóczęgostwa.

Jednak do dziś dziwią mnie taksówkarze, którzy stoją – czasem godzinami – na postoju taksówek i czekają na wymarzonego klienta. Przecież ludzie szukają i wypatrują taksówki wszędzie, w każdym zakamarku miasta, a nie tylko tam gdzie jest postój. Oczywiście mam świadomość, że dziś taksówkę można zamówić telefonicznie albo przez apkę w telefonie, chodzi jednak o to, że okazja – klient taksówkarza, jest wszędzie, a nie tylko w okolicy postoju taksówek. Co więc sprawia, że jedni taksówkarze stoją na postoju, a inni są ciągle w drodze, podróży, szukają okazji, łapią je, poznają ciągle nowych ludzi i przy tym – chyba dość dobrze – zarabiają? Co sprawia, że tylko część z nich wybiera niekończącą się podróż i przygodę?

Taksówkarz, którzy uczy się swojego fachu, często popełnia tzw. błędy. A to wjedzie w korek w godzinach szczytu, innym razem pojedzie pod prąd albo najzwyczajniej się zgubi, zapomni zatankować lub odebrać klienta. Taka jest do zapłacenia przez niego cena zdobywania doświadczenia, odkrywania topografii miasta, nabywania lekkości i łatwości w taksówkarskim fachu. I może przy tych potknięciach kląć, złościć się i złorzeczyć – Bogu, miastu, klientom… Ale może też przyjąć każdą lekcję, każdy popełniony błąd z pokorą, uśmiechając się przy tym do życia w podzięce. Wówczas z łatwością będzie szlifować umiejętności i kształcić niezwykły hart swojego ducha. Wówczas, w jego oku, pojawi się ten błysk, którzy przyciągnie klientów…

Człowiek jest jak taksówkarz, a życie, jak teren jego pracy. Można stać na postoju i czekać próżnie, aż przyjdzie – wymarzona praca, przepiękna ukochana kobieta, miłość, pasja, klient… Można też być w ruchu – jeździć, szukać klienta, znajdować, doświadczać, i czasem przy tym przebyć długą drogę, by dowiedzieć się, że to nie tędy, że to nie ten cel, że cała podróż była na marne. Choć, czy cokolwiek w podróży jest na marne, skoro wszystko jest doświadczeniem, lekcją, nauką, uzyskaniem nowej kompetencji i umiejętności, możliwością zauważenia, że na drugi raz warto zrobić inaczej? Życie zawsze czegoś uczy, nawet gdy lekcja jest bolesna, a nawet zdaje się być całkowicie bezsensowna i niezrozumiała. Można myśleć że błąd, pomyłka, powinięcie się nogi, zgubiona trasa, to zmarnowana energia. Jednak można też przyjąć, że to tylko kolejna lekcja, albo AŻ lekcja i w podzięce dalej – z ciekawością i fascynacją – uczyć się swojego miasta.

Taksówkarz, który jest wiecznie na postoju, chyba się czegoś lęka. Tak mi się zdaje. Pewnie boi się żyć, podróżować, doświadczać, podejmować próby, szukać tego, czego w danym momencie mu brak. Pewnie też trapi się tym, że zmarnuje paliwo, zużyje klocki i tarcze, no i akumulator. Dla akumulatora i rozrusznika, to nawet lepiej samochód przepchnąć własnymi rękami na postoju, niż go odpalać. Przecież nikt zapłaci za to zużycie paliwa i części, bo… Bo klienta na postoju nie ma.

Nie trzeba kupować browaru, żeby napić się piwa. Można za to być mistrzem mowy i rozmowy – pytać i dowiadywać się. Wówczas wiele osób może nam powiedzieć jak jest tam, gdzie chcemy się dostać. Nie zawsze trzeba ponosić ogromne koszty, by zdobyć wiedzę. Nie trzeba kosztownie podróżować by się dowiedzieć jak wygląda Stambuł i podjąć decyzję, czy faktycznie chce się tam pojechać. Nie trzeba zarobić paru milionów euro, by przejechać się Ferrari lub Bugatti. Nie trzeba skończyć studiów akademickich, by doświadczyć i zrozumieć na czym polega praca architekta, muzyka, psychologa, prawnika albo lekarza. Koniec języka za przewodnika. Odwaga lwem.

Aż wreszcie nie trzeba nawet pytać, rozmawiać i dowiadywać się. Można po prostu żyć, wybierać niewiadome, podążać w nieznane i odkrywać czasem, że wybrana droga jest fajna, a innym razem pełna kolein, wyboista, niebezpieczna – ba – nawet stroma, a miejscami niemal jak pionowa ściana. Każda z dróg – również tych najgorszych – jest jednak doświadczeniem i informacją od losu, gdzie chcesz być i gdzie być nie chcesz. Dlatego tak warto iść – prosto, potem skręcić, zabłądzić, zwrócić, by wrócić do skrzyżowania i pójść gdzieś indziej. Nie da się nie popełnić błędów. Zresztą to nie błędy, a lekcje, przygody, doświadczenia, a później przepiękne, malownicze wspomnienia. Gdy zaczniesz to rozumieć, całe Twoje życie okaże się cudowną, niekończącą się przygodą bohatera – wędrowcy, taksówkarza, który zna swoje miasto i z przyjemnością zabiera nowego klienta do sąsiedniej miejscowości. Ty jesteś tym bohaterem i taksówkarzem, a Twoje życie to cudowna powieść, podróż taksówką w nieznane.

Często będziesz chodzić w różne miejsca rzekomo na marne. Często będziesz zawracać. Złe wybory są częścią życia, jednak bez nich, nie ma tych dobrych. Dlatego warto iść, bo w drodze, w przechadzce, ukryte są skarby, nawet gdy nie wiadomo co nimi jest. Życie samo podpowie, jednak – aby to zrobiło – musisz iść, odwiedzić nie jednego mnicha Ngasang Puncoka, by dowiedzieć się, że odwiedziny były nie w porę lub w ogóle były chybione. I dlatego, zawsze gdy nie wiesz, coś zrób, jakiś krok, podejmij dowolne działanie. Przecież możesz w dowolnym momencie zawrócić i zmienić kierunek. Płyń jak Kolumb, nawet gdy nie wiesz, czy chcesz dopłynąć do Ameryki, czy do Indii. Płyń… Jesteś jak taksówkarz i od Ciebie zależy, czy będziesz czekać na klientów na postoju taksówek, czy wybierzesz, działanie, przejażdżkę i szeroko otwarte oczy, by dostrzec klientów z podniesioną ręką rozsianych po wszystkich zakamarkach Twojego miasta. Przecież to, że nie wiesz czy złapiesz klienta, nie oznacza, że go tam nie ma. Jednak się nie dowiesz, jeśli nie ruszysz w trasę. Chcesz nauczyć się dobrze żyć i właściwie wybierać? Zacznij wybierać. Twoje wybory – wszystkie, bez wyjątku – nauczą Cię żyć. A gdy tylko tego zapragniesz, poczujesz potrzebę czy zmęczenie – odpocznij, na postoju. Tak też jest OK. Życie to również odpoczynek.

I jeszcze jedno. Wszędzie, dosłownie wszędzie – gdy serce będziesz mieć otwarte, oczy radosne, a twarz uśmiechniętą – znajdziesz gościnnych ludzi, którzy nie poskąpią ci jedzenia, picia, radosnych pieśni w akompaniamencie deszczu i wygodnego siennika porządnie upchanego słomą. To ich możesz zapytać, by czasem oszczędzić sobie trudu. Jednak czy pozornie próżny trud nie jest wart tego, by odkryć lekcję, odrobić zadanie i w pełni doświadczenia, siły, odwagi i mądrości iść dalej?

Znasz odpowiedź na to pytanie? Wiesz, czy nie wiesz?

Wszystkiego najlepszego! 

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Pierwsza nauka mnicha Ngasang Puncoka – koan. Prezent dla syna Dawida od Anety na urodziny

Do wioski położonej wysoko w górach forsownym marszem dotarł pewien człowiek. Według dwóch szerpów, którzy przyprowadzili go do tego miejsca, pochodził z Europy. Był młody ale silny i wytrwały. Wioska okazała się dla wędrowcy tylko przystankiem. Zmierzał bowiem do małej pustelni, w której od niepamiętnych lat mieszkał samotny mnich, który zwał się Ngasang Puncok, co przetłumaczone na języki europejskie oznaczało Wspaniałego Władcę Mowy. Drewniany dom mnicha znajdował się na skalnym uskoku jakieś osiemset metrów nad wioską. Wiodła do niego stroma droga, miejscami niemal pionowa ściana możliwa do pokonania, dzięki wytrwałości, dobrej technice oraz sile mięśni, z oparciem nielicznych łańcuchów.

Pomimo nadchodzącej burzy młody przybysz uparł się, że jeszcze tego samego dnia wyruszy do samotni mnicha.  Początkowo szło mu dobrze, aż do pierwszych grzmotów. Z wioski był bardzo dobry widok na niemal pionowe ściany, po których należało się wdrapać. Mieszkańcy, znający doskonale tutejsze góry, zawieruchy i siłę piorunów, upały i susze, mrozy i watry przypatrywali się z zaciekawieniem poczynaniom wędrowca. Gdy zerwał się silny, boczny wiatr nie był w stanie postąpić nawet kroku. Przez jakiś czas wisiał uczepiony łańcucha a potem w strugach deszczu zawrócił. Zejście zajęło mu więcej czasu niż podejście. Był wykończony ale gościnni ludzie nie poskąpili mu jedzenia ani picia, ani radosnych pieśni w akompaniamencie deszczu, ani wygodnego siennika porządnie upchanego słomą.

Skąd wiedział o mnichu Ngasang Puncoku, pytano? Rozsławił go w kraju, z którego przybysz pochodził, pewien obieżyświat, wędrowiec i włóczykij, który przypadkiem trafił do wioski i pozostał na wiele miesięcy na naukach u mnicha. Rozsławił – to z resztą były za mocne słowa. Obieżyświat napisał książkę, niezbyt poczytną ale jednak wydaną w porządnej okładce z fotografiami. Książka trafiła do młodego wędrowcy a ten, poszukiwał akurat…no właśnie czego? Na to pytanie nie umiał odpowiedzieć ludziom ze wsi. Po przeczytaniu książki młody wędrowiec po prostu zapragnął poznać mnicha i jak tamten włóczykij, odbyć nauki. Najstarsi ludzie we wiosce pamiętali młodego blondyna o stwardniałej skórze i ogorzałej twarzy, który przez wiele miesięcy praktykował u Ngasang Puncoka.

Wcześnie rano, tuż po świcie, młody podróżnik o imieniu Dorian, ponownie wyruszył do domku mnicha. Matka nadała mu to szczególne imię być może aby przestrzec go przed błędami powieściowego Doriana Greya a być może tylko dlatego, że spodobało się jej wdzięczne brzmienie a może kojarzyło się z samochodem DeLorean z kultowego filmu a może po prostu, była naiwną nastolatką, która chciała swemu synowi u progu życia, oprócz życia samego, dać coś wyjątkowego?  

W każdym razie Dorian piął się żwawo w górę aż do chwili, gdy ostre słońce niemal prostopadle padające o tej porze roku na skałę, po której się wspinał, nie zaczęło dosłownie smażyć jego kurtki. Wdrapywał się jeszcze kilka metrów ale z każdym krokiem było gorzej. W końcu zawrócił. Półprzytomny dotarł do wioski.

Podejmował próby sześciokrotnie. Albo wiatr albo deszcz albo skwar lub nagły przenikliwy chłód a w końcu zmęczenie i zniechęcenie uniemożliwiało mu dotarcie do pustelni mnicha. Wreszcie, trzeciego dnia, szerpowie, którzy przyprowadzili Doriana do wioski, zaproponowali, za dodatkową, sowitą opłatą, wprowadzić podróżnika na ustęp skalny, na którym znajdował się dom mnich.

Gdy byli już w połowie forsownej wspinaczki jeden z szerpów, ten który od dołu asekurował podróżnika, spytał:

– Dorianie a właściwie po co tam idziesz?

– Jak to po co? – Zdziwił podróżnik. –  Chcę poznać mnicha Ngasang Puncoka, chcę go prosić aby dał mi nauki, chcę nauczyć się dobrze żyć, właściwie wybierać.

– Ale mnicha tam nie ma. – Odpowiedział szerpa.

– Jak to nie ma? – Dorian przytrzymał się łańcucha, gdyż o mało nie upadł na wąską ścieżkę.

– Wszyscy we wiosce dziwili się dlaczego próbujesz wdrapać się do domu mnicha pod jego nieobecność. Wyjechał do Indii na wielkie święto Kagju Mynlam w Bodhi Gaya, tam gdzie Budda doznał przebudzenia.

– Dlaczego nic mi nie powiedzieliście? – Rzekł Dorian z wyrzutem niemal płacząc ze wściekłości.

– Dlaczego nas nie spytałeś? – Odpowiedział szerpa.

– Dlaczego wcześniej nie wyjawiłeś nam celu podróży? – Powiedział drugi szerpa.

Dorian odezwał się dopiero po długiej chwili:

– No cóż, to pierwsze lekcja jakiej udzielił mi mnich. Sprowadźcie mnie, proszę do wioski.  

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...