SZACHY – ALE O CO CHODZI?

utworzone przez lt. 23, 202081 Tajemnic

 

1. Jesteś rozbitkiem na Oceanie Spokojnym. Mała szalupa ratunkowa – twoja ostatnia deska ratunku, ale też twoje błogosławieństwo. Nie wszyscy mieli tyle szczęścia. Szalupa, ty i akwen. Tylko tyle i aż tyle. Nie wiesz nic szczególnego o oceanach ponad to, czego nauczyli cię w szkołach. Zdajesz sobie sprawę, że masz wodą połączenie z Afryką, Azją, Amerykami, Australią … jednak za cholerę nie wiesz gdzie jesteś, gdzie jest bliżej, w którą stronę płynąć. Być może do lądu masz 5000 km, a może 9000. Nie masz pojęcia, bo nie masz urządzeń nawigacyjnych więc możesz płynąć w niewłaściwą stronę – do dalszego brzegu albo bliższego, za to bardzo dla ciebie niebezpiecznego. Nie masz nawet patentu żeglarskiego, więc na twoim poziomie percepcji jest tylko woda, fale, potencjalne kontynenty (których rzecz jasna nie widzisz), niebo, obłoki, a nocą gwiazdy. Te ostatnie nic ci nie mówią, gdyż jesteś nawigacyjnym analfabetą. I wiatr, ten cholerny złowieszczy wiatr. Taki kojarzący ci się ze śmiercią, nadchodzącą kostuchą albo końcem świata. Znasz ten wiatr. Zawsze zapowiada jakiś przełomowy moment.

2. Prawdopodobieństwo, że się uratujesz sama, sam… jest nikłe, praktycznie żadne. Należy do kategorii cudów, jednak nie tych, które widzimy codziennie, a cudów niespotykanych. I tak jest z rozwojem osobistym, duchowym – być może jesteś w szalupie na ocenie. Być może jesteś rozbitkiem duchowym. Jeśli tak, to aby się uratować na morzu, potrzebujesz ratownika. Aby się rozwijać duchowo, przejść drogę do wyzwolenia potrzebujesz mistrza. Możesz być jak Truman Burbank (bohater „Truman Show”) i wypłynąć samotnie w ogromnym przeczuciu, że „coś tu jest nie tak” bez jakichkolwiek wskazówek ze strony mistrza, jednak to, że dopłyniesz do fragmentu, w którym kończy się fikcyjna rzeczywistość, a zaczyna „suchy przestwór oceanu” jest mało prawdopodobne. Truman miał ogrom szczęścia (czyli dostąpił tak zwanej łaski).  

3. Mistrz wie gdzie jesteś i widzi to czego ty nie widzisz. A osoba zagubiona w oceanie życia – w niewoli, skryptach, programowaniu, wzorcach – z reguły niczego nie widzi albo niewiele widzi. I nie wie, że jest zaplątana w labiryncie. Ba! Nie wie, że jest jakiś labirynt; że jest na ocenie i – w przysłowiowym znaczeniu, a może dosłownie – tonie. Mistrz widzi labirynt z góry. Nadto rozpoznaje rodzaj labiryntu, stopień skomplikowania drogi do wyjścia z niego, jej charakter symboliczny czy archetypowy, poziom jej krętości, sposób jej zaprogramowania, jej model, wzór, charakterystykę itp… itd… etc… Mistrz jest jak ratownik na ocenie. Podpływa do szalupy i wie wszystko lub prawie wszystko – oceni stan rozbitka, jego kondycję zdrowotną, odległość do najbliższego kontynentu, szlak, którym należy się bezpiecznie poruszać, aby uratować życie SWOJE a potem człowieka, którego ratuje. W tym sensie jego życie – jako ratownika – staje się ważniejsze od życia jednego rozbitka. Musi je chronić. Rozbitków jest więcej niż ratowników. W razie wątpliwości wybór jest oczywisty.

Każda prezentowana przeze mnie tutaj introspekcja (tekst „Ale o co chodzi”, czy też tekst z pytajnikiem „?”), to tylko moja insynuacja, dygresja, cudza (moja, jako autora) fantazja na temat tego, co koan Macieja zdaje się próbować przekazać.

I z tej choćby przyczyny interpretacja nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie.

Tekst niniejszy to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw moim punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Moje interpretacje to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż ja i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać Cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy.

To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

4. Ratownik zabiera rozbitka na swoją łódź motorową. I informuje go, że panują na niej określone reguły. Te podyktowane są bezpieczeństwem akcji ratunkowej. Ratownik musi jasno i czytelnie wyznaczyć i zakomunikować reguły akcji ratowniczej, zapytać czy zostały zrozumiane. Upewnić się – co najmniej – trzykrotnie. Zasady mogą dotyczyć poruszania się po łodzi, korzystania z wody, żywności, toalety, zachowania się na pokładzie – w dzień i w nocy oraz w czasie sztormu – jak też pomocy w bieżących czynnościach związanych z funkcjonowaniem łodzi ratowniczej. Gdy rozbitek nie szanuje reguł, ratownik musi go przywołać do porządku, odwołać do panujących na łodzi zasad. Gdy rozbitek nadal ich nie szanuje, ratownik musi podjąć decyzję co dalej. W pewnych sytuacjach będzie musiał zamknąć rozbitka w odosobnieniu, aby ten sprawę sobie przemyślał.

5. Jeśli jednak rozbitek istotnie zagraża bezpieczeństwu akcji ratowniczej i ratownika, niewykluczone, że ratownik – aby chronić siebie i życia innych osób, które przyjdzie mu jeszcze uratować – musi wyrzuć rozbitka z powrotem do morza. Wiem – szokujące. Jednak prawdziwe. I tak samo jest z mistrzem i uczniem. Mistrz komunikuje reguły, upewnia się. Uczeń je respektuje. Gdy tego nie robi, mistrz przywołuje go do porządku. Gdy uczeń zagraża mistrzowi, kończy relację. Bo życie mistrza i wolność innych uczniów, jest dobrem wyższej wartości, niż niesubordynowany uczeń, który tonie, ale nie chce szanować zasad na jakich jest wyławiany z oceanu.

6. Czasem zdarza się tak, że rozbitek może okazać się szaleńcem, psychopatą albo w inny sposób osobą „zaburzoną” (wedle tak zwanych „norm”). Ratownik zażartuje, powie coś dwuznacznego, a rozbitek poczuje się urażony, zaatakowany i wyrzuci ratownika do oceanu albo obleje olejem napędowym i podpali. Ratownik musi doskonale wiedzieć kogo ratuje. Bo na łodzi ratunkowej chodzi o ratowanie jednego życia zagrożonego ale też utrzymanie przy życiu tego, kto ratuje życia innych.

7. Mistrz zawsze dostosowuje komunikację do poziomu intelektualnego, duchowego, wrażliwości i stopnia rozwoju – gotowości – ucznia. Uczeń – w miarę postępów nauki – uczy się, że żaden komunikat mistrza nie jest atakiem i żadna jego wypowiedź nie jest skierowana przeciwko uczniowi. Jedynym człowiekiem, który może zaatakować ucznia jest on sam. Atak, myśl o ataku, są iluzją ucznia, a nie działaniem mistrza. Jeśli jednak uczeń tonie w iluzji, może targnąć się na mistrza. Dlatego mistrz musi być jak nietoperz, sprawdzać jak uczeń reaguje i czy respektuje reguły. Inaczej może oberwać niepostrzeżenie cegłą.

81. Mistrz ma mapę, nawigację, zna drogę do wyjścia ze świata lęku i iluzji. Wie jak pomóc wyjść z labiryntu snu, który śnimy każdego dnia. Rozumie nasz mit, metaforę, archetypowe podłoże naszej historii. Wie gdzie jest miejsce, w którym Truman Burbank demaskuje maskaradę, wie jak wypłynąć na „suchego przestwór oceanu”. Mistrz nie gra w szachy z gołębiami, nie przyjmuje takich zaproszeń. Mistrzostwo to wyklucza. Gdy jednak gołąb przebrał się za ucznia i oszukał mistrza, a ten od razu się nie spostrzegł, wcześniej czy później kamuflaż odkryje i zakończy grę. W końcu jest mistrzem. Mistrz wyznacza reguły pracy, strzeże ich przestrzegania, baczy by były respektowane przez ucznia. Dostosowuje język do ucznia, bo uczniowie – zwłaszcza na początku – bywają uraźliwi, ksobni, niepewni, przeświadczeni o niekończącej się mocy swoich ran… Mistrz pracuje jednak również nad tym, by uczeń mapę przesuwał – leczył się z bycia ksobnym, wiedział, że wszelkie ataki są w jego głowie. Gdy jednak uczeń wyciąga cegłę, mistrz wstaje od stołu, a gdy jego życie jest zagrożone, też wie co robić. Zdecydowanie wie! Życie mistrza i ludzi, którzy naprawdę pragną wolności jest najcenniejsze. Również dla dobra ludzkości, która pragnie i potrzebuje wolności.

 

Każda prezentowana tu introspekcja (tekst Adama z cyklu "Ale o co chodzi", czy też tekst z pytajnikiem "?"), to tylko insynuacja, dygresja, cudza (bo autora - Adama) fantazja na temat tego, co koan zdaje się próbować przekazać. I z tej choćby przyczyny nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie! 🙂

Introspekcja to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw Adama punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Interpretacje Adama autorstwa to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż Adam i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy. To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Gra alabastrowymi szachami – koan

– Mistrz, champion, as, znawca, nauczyciel, wirtuoz, magister, doktor, alfa i omega, wyrocznia, luminarz – krasnal puścił na głośnik asystenta przeglądarki internetowej, który nieco chłopięcym głosem robota odczytał kolejne synonimy. Po chwili skrzat wydał komendę raz jeszcze i z krasnalego smartfona znów popłynęła lista synonimów do słowa mistrz. – I na co nam właściwie ci wszyscy mistrzowie, to przeżytek jest? – Stwierdził krasnal trzeci raz przesłuchawszy odpowiedź asystenta. – Potrzebujesz czegoś, to ci gościu w filmiku podpowie i to za darmo, krok po kroku. Szukasz informacji, klikasz i masz.

Mistrz Qi-nol spojrzał na krasnala. Znał to jego spojrzenie i wzywający ton. Ilekroć krasnal stawał się zaczepny i prowokujący szukał a szukanie to dobra rzecz. Kto pyta nie błądzi, kto szuka ten w końcu znajduje. Owszem, czasem znajduje nie to, czego szukał ale zawsze jest to okazja do stawiania kolejnych pytań.

– Znasz historię o szachiście, który zamierzał rozegrać partię z gołębiem? – Qi-nol, po długim milczeniu, w końcu zadał pytanie krasnalowi, rzecz jasna retoryczne.

– Jasne, że znam. Gołąb po pierwszym ruchu przewrócił pionki, nasrał na szachownicę i odfrunął. Ale co to ma wspólnego z moim pytaniem a raczej stwierdzeniem na temat mistrzostwa. – Skrzat odpowiedział.

– Otóż nawet, gdyby po drugiej stronie szachownicy siedział pięciokrotny arcymistrz, który grywał z Bobbym Fischerem, nie ma szans z gołębiem, drogi krasnalu. Rozumiesz już?

– Nie – żachnął się krasnal i zaplótł ręce demonstrując opór.

– Skup się i wyobraź sobie, że ten utytułowany arcymistrz, mózg nad mózgi, postawił na cudnej marmurowo – granitowej szachownicy alabastrowe figury, arcydzieło snycerstwa, wykonał pierwszy ruch otwarcia, na przykład gambit budapeszteński. Wtedy jego przeciwnik zza pleców wyjmuję cegłę, wali nią w szachownicę krzycząc, że wygrał. Gdy arcymistrz również podnosi głos zaskoczony rozwojem sytuacji, jego partner szachowy wyjmuje drugą cegłę i wali go w głowę, krzycząc jeszcze głośniej, że został zaatakowany, bo arcymistrz nie chciał pogodzić się z porażką. Rozumiesz już?

– Nie – krasnal nadal trwał w oporze. – To nie ma nic wspólnego z tym, o czym powiedziałem wcześniej. – Dodał udając obrażonego.

– No to skup się do kroćset! – Mistrz uniósł głos. – Wyobraź sobie, że publiczność szachowa, która przyszła oglądać mecz arcymistrza z kimś nieznanym, jakby nie było publiczność wyrobiona i znająca się na rzeczy, która wie co to gambit budapeszteński w przeciwieństwie do, powiedzmy, obrony czterech skoczków, nagle jest zdezorientowana, podzielona. Jedni co prawda wołają policję, chcą aresztowania faceta z cegłą, inni natomiast mają wątpliwości. Powstrzymują tych pierwszych, twierdzą, że może to racja, że facet z cegłą wygrał, słusznie się gniewa, może coś przeoczyli, może to nawet było zupełnie nowe, nieznane otwarcie partii szachowej: atak cegłą? Rozumiesz już?

– Nie – krasnal potrząsnął splecionymi rękami na znak trwającej blokady wewnętrznej.   

– No to skup się uparty krasnalu! – Qi-nol wrzasnął aż krasnal podskoczył na stołku zrobionym z pudełka po gumie do żucia. ­­Mistrz przydaje się tylko wtedy, kiedy inni gracze oraz jego uczniowie respektują reguły, trzymają się zasad, podzielają wartości. W innym przypadku decyduje stara, dobra, wszystkim znana przemoc i niestety często wygrywa.

– No i co z tego? – Krasnal nieco poluzował własny opór.

– No i to z tego, durny krasnalu, że my magiczni, zwłaszcza my magiczni, wrażliwi, delikatni, mistrzowscy, alabastrowi musimy na siebie uważać. Nie wygramy ani z cegłą, ani ze stosem, ani ze stryczkiem przy pomocy alabastrowych szachów. Rozumiesz już?

– Nie – konsekwentnie odpowiedział krasnal.  

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...