SYRENY – ALE O CO CHODZI?

utworzone przez marzec 28, 202081 Tajemnic

1. Są ludzie, którzy zachowują się jak dziurawy materac. Mogą nie być tego świadomi, jednak cały repertuar ich zachowań wskazuje na to, że właśnie tak siebie postrzegają. Gdy masz dziurawy materac, próbujesz go napełnić powietrzem bez końca. Dmuchasz, dmuchasz i nic, żadnego efektu. Nie da się nadmuchać dziurawego materaca, dopóki dziura nie zostanie zaklejona. Podobnie jest z ludźmi, którzy traktują siebie, jakby byli dziurawi. Nie da się ich napełnić. Trzeba zakleić dziurę. Człowiek od materaca różni się tym, że materac nie może samodzielnie zalepić dziury. Człowiek – dojrzały, świadomy, który wziął się do kupy, wziął odpowiedzialność za swoje życie – jednak może i wie, że musi to zrobić sam. Cudze łatki nie działają – odklejają się, bo wykonane są z innego materiału, niż człowiek, który sądzi, posiada dziurę. Zresztą ta dziura w człowieku, to tylko jego iluzja, w którą – z dalej opisanych przyczyn – chce wierzyć. Wiara, że jest dziurawy (niekompletny, wybrakowany) jest mu zdecydowanie na rękę. Jest jak połączenie immunitetu poselskiego, pakiet medyczny premium, nielimitowany gruppon u wszystkich usługodawców. Głęboka wiara we własną niemoc zwalnia taką osobę od wszystkiego tego, do czego inni ludzie dorośli są w życiu zobowiązani.

2. Znasz syreny. Na pewno znasz. To te osoby, które ciągle, wciąż, na około i bez końca potrzebują twojej uwagi. Tylko twojej uwagi. „Tylko” – bo to im wystarcza, by osiągnąć cel, i „tylko”, bo nie mają gotowości i zdolności by dać cokolwiek od siebie, czymś się wymienić (jak dziurawy materac, który tylko bierze powietrze). To osoby z poczuciem braku, niekompletności, „dziury w materacu”, które nie zamierzają wziąć się w garść i zdefektowany (w ich mniemaniu) element naprawić. Są jak worek bez dna, który ciągle żywi nadzieję, że w końcu ktoś przyjdzie i nasypie jakiś magiczny składnik, który nie przeleci przez dziurę, a nawet ją trwale zaklei. I przez to ciągle są w krainie luster – potrzebują lustra, drugiego człowieka, gdyż ciągle nie widzą siebie. Zresztą nie chcą siebie widzieć – mają z tego tytułu ogromne korzyści. Są uzależnione od ludzi i ich energii. To te osoby, które dzwonią albo cię odwiedzają, nie po to, by być w relacji, a wyłącznie dla załatwienia własnych – krwiopijczych potrzeb. Z takimi osobami, ta część rozmowy czy spotkania, w której chodzi o ciebie („co u ciebie”) jest bardzo krótka. Z reguły, gdy opowiadasz co u ciebie, nie słuchają (gdyż są skupione na sobie) i przez to nie zadają pytań, nie drążą, nie wykazują dalszego zainteresowania. Sprytnie i szybciutko przechodzą do siebie, i… wylewają wiadro swoich wszelakich nieszczęść, czyniąc z siebie ofiarę i osobę wymagającą najwyższego zainteresowania. Wiesz też po spotkaniu z takimi osobami, że jakoś dziwnie, gorzej się czujesz, jakby odpłynęła energia, jakby zaatakował cię jakiś tajemniczy wirus. Chce ci się spać, czujesz się apatycznie, bez życia.  

3. Jak dochodzi do ukształtowania się takiej osobowości? Mogę tylko podejrzewać.
Niemowlak, aby dostać uwagę, płacze. Rodzić musi nauczyć się odróżniać płacz symulowany – dla pozyskania uwagi – od płaczu będącego wynikiem rzeczywistej potrzeby dziecka. Oczywiście za płaczem symulowanym, też jest potrzeba, jednak tu wymagana jest najwyższa dojrzałość rodzica, aby tego typu strategia dziecka nie stała się dla niego sposobem funkcjonowania na całe życie – gdy będzie mieć 20, 30, 40, a nawet 50 lat. Obdarzanie dziecka uwagą, reagowanie na płacz i inne jego potrzeby, to kluczowe umiejętności rodzica, które mają wpływ na funkcjonowanie tego dziecka przez resztę jego życia. Gdy rodzic (z reguły matka) nie wykaże się czułością w połączeniu uważnością i zdolnością stanowczego wyznaczania granic, dziecko może w dorosłości stać się syreną. Będzie sądziło, że płacz czy jego pochodne – jak rola ofiary – przyciągną ludzi godnych ofiarować czas, uwagę, energię, zrozumienie, pieniądze, pracę, szkolenia, rady… Dziecko które nie znało granic, będzie ciągle chciało uwagi, nie oferując w zasadzie nic w zamian. Bo dziecko nie daje świadomie matce nic w zamian – radość i miłość, które matka odczuwa w obecności dziecka pochodzą z matki, a nie z dziecka, które na tym etapie jest niezdolne cokolwiek dawać – wyłącznie bierze. Takie dziecko – gdy dorośnie – ten wyssany z mlekiem matki brak granic uzna nawet za swoją zaletę, twierdząc, że to ze światem pełnym granic, jest coś nie w porządku. Granice syrenie nie są na rękę, gdyż ona chce brać, brać i brać. A gdy się chce brać, granice – stawiane przez innych ludzi – są największą przeszkodą, są niezrozumiałe. Ale i na granice wyznaczane przez innych mają syreny swoje – dorosłe – sposoby: presję, nacisk, manipulację itp. Są dorosłe (są dorośli), toteż wiedzą co jest miękkim podbrzuszem ich dawcy (ofiary) – to jego empatia, miłość, gotowość pomagania innym. 

Każda prezentowana przeze mnie tutaj introspekcja (tekst „Ale o co chodzi”, czy też tekst z pytajnikiem „?”), to tylko moja insynuacja, dygresja, cudza (moja, jako autora) fantazja na temat tego, co koan Macieja zdaje się próbować przekazać.

I z tej choćby przyczyny interpretacja nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie.

Tekst niniejszy to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw moim punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Moje interpretacje to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż ja i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać Cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy.

To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

4. Dziecko które płacze i dzięki temu ZAWSZE uzyskuje bezgraniczne zainteresowanie rodzica, w dorosłości będzie szukało różnych sposobów by płacz czymś zastąpić. Najprostszym i zawsze skutecznym sposobem na uzyskanie uwagi, jest postawienie się w roli ofiary. To bardzo popularne i typowe. Klasyka gatunku w naszym kraju. Ofiara dostaję uwagę i nikt nie oczekuje od niej nic w zamian. Ofierze to bardzo pasuje. Ma uwagę, ale nie musi nic wydać. Poza tym – skoro w siebie nie wierzy, czuje się „dziurawa” – to uważa, że nie ma się czym wymienić, sądzi że nie ma. A ten kto nie ma – zdaniem ofiary – może tylko brać. Więc tylko bierze…

5. Bycie w pozycji ofiary zwalnia ją też z potrzeby zmiany. Wyjścia z tego cholernie niebezpiecznego (dla niej i jej otoczenia) mechanizmu. Myśli mniej więcej tak: Nie muszę się zmieniać bo cierpię. Gdy cierpię dostaję uwagę – to czego tak bardzo potrzebuję – więc tym bardziej nie mam powodów do zmiany. Mogę pozorować zmianę – by brać energię – jednak o żadnym wydawaniu energii (by się zmienić, odkryć siebie, odnaleźć zasoby, załatać dziurę) nie może być mowy. Przychodzą na terapię, coaching, do przyjaciółki, do kumpla, nie po to by nabrać perspektywy obserwatora, wzniecić iskrę do zmiany i własnej pracy nad sobą, a wyłącznie po to, by postawić się w roli ofiary i dostać uwagę. Kosztem terapeuty, coacha, przyjaciółki, kumpla, którzy mają energię, są zasobni.

6. Osoby które pomagają innym w ich życiowych bolączkach, procesie psychologicznym, muszą – dla własnego bezpieczeństwa – tego typu postawę rozpoznać i świadomie nią zarządzać – od feedbacku i inspirowania zmiany, przez budowanie dystansu, aż po zamknięcie drzwi gabinetu lub domu. I nie ma w takim postępowaniu nic złego. Ludzie pomagający innym potrzebują energii dla innych, a nie dla jednego człowieka, który ani trochę nie ma potrzeby i interesu w tym, by się zmienić zgodnie z kierunkiem, który – często nieświadomie, w sposób fałszywy – deklaruje. Maciej takiego terapeutę, który dał się uwieść syrenie, nazywa jednorazówką – bo nie ma on już siły ani dla siebie, ani dla innych ludzi; nie widzi też, że w procesie z syreną wymiany nie ma, że sam stał się ofiarą. I nie chodzi tu o wynagrodzenie, a przede wszystkim o to, że syrena (bez względu na płeć) nie daje nic. Nie czyni wysiłku dla zmiany siebie i swojego życia, a po to przecież przyszła. Nie chce zrozumieć, że dziury nie ma, gdyż ma ogrom zasobów, jednak potrzebuje do ich widzenia swojej wiary, nie zaś cudzej łaty (terapeuty, przyjaciela itp.). Nie dostrzega swoich talentów dopóki ktoś o nich nie powie. Lecz nawet gdy ktoś powie, to komplement szybko wygasa, bo osoba taka jest uzależniona od bycia w uwadze. Z tego powodu szybko zapomni, że ktoś kiedyś wspomniał, że pięknie maluje, świetnie śpiewa, fantastycznie gotuje… Musi to słyszeć cały czas, gdyż sama w to nie wierzy i tego nie widzi. Więc ciągle szuka ludzi, miejsc, gdzie dostanie permanentną uwagę. Gdy ją dostaje, czuje się nakarmiona. Ale znów „tylko” na chwilę. Bo osoba która pochwaliła, przecież nie dzwoni i nie chwali cały czas – ma inne sprawy na głowie, swoje życie. Wtedy w syrenie rodzi się GŁÓD… i szuka kolejnych otwartych drzwi, kogoś kto pozostawił niedomknięte drzwi do swojego serca, ma empatię. I z tego powodu praca terapeuty to para w gwizdek, jednak dla syreny to ogrom cudzej energii – w końcu ma czyjąś uwagę.

7. Syreny „nie wierzą w miłość, wzajemność, przyjaźń, gdyż nigdy jej nie zaznały”, a nie zaznały, bo rodzic (z reguły matka) nie wyznaczał granic. Dostawały, nie musząc dawać nic w zamian – do 15., 20., czasem 30. roku życia. Tak długo, jak długo były pod dachem BEZGRANICZNIE kochających rodziców. I tak też funkcjonują całe – rzekomo dorosłe – życie. Dziecko nie nauczone wymiany nie będzie potrafiło w miłości – która jest wymianą – dawać. Dla niego miłość to branie – najpierw od matki i ojca, potem od znajomych i przyjaciół, a na końcu od męża albo żony, aż wreszcie terapeuty czy coacha. Może też – kompensacyjnie, sądząc że to miłość – dawać nie oczekując nic w zamian i wówczas będzie przez syreny wyższego rzędu ciągle wykorzystywana. A bycie wykorzystanym… to idealny powód, by postawić się w roli ofiary i poszukać kogoś, kto da energię, której już brak. Brak, bo została wydana bez jakichkolwiek warunków, bez wyznaczenia granic. Miłość bezwarunkowa nie oznacza miłości bez granic. 

#81. Mamy sporo czasu dla siebie. Kazali nam siedzieć w domach. To idealny czas, by dokładnie przyjrzeć swoim relacjom. Jesteśmy od siebie odcięci, a to sprzyja zobaczeniu, w jakich sytuacjach występujemy w roli syreny, a w jakich jesteśmy jej ofiarą. Zobacz kto do ciebie dzwoni i po co, kto pisze na komunikatorze i o czym z tobą rozmawia. Przyjrzyj się ludziom, z pozycji dystansu i obserwatora. Zobacz kto i jak na ciebie działa i czego chce, a przede wszystkim co ma do oferowania w zamian. (Nie zaofiarowania, bo tu nie chodzi o żadną ofiarę!) Dokładnie się przyjrzyj – najpierw sobie, później innym. To naprawdę dobry czas, by zamykać oczy, oddychać medytować, przyglądać się sobie i zmieniać. Ale też dobry czas, by zobaczyć innych i zrozumieć, kto i po co utrzymuje z nami relację. Dbaj o energię – fizyczną i psychiczną. Dbaj o moc duchową, mentalną. Są ci potrzebne, bo od nich zależy twoja odporność, której – na wypadek zakażenia wirusem – będziesz potrzebować w sporych ilościach. No i sprawdź, czy czasem nie atakują cię inne wirusy – syreny – które znacząco obniżają jakość twojego życia i funkcjonowania, a tym samym osłabiają cię przed wszystkim tym, przed czym naprawdę musisz się bronić.

***

Weź sobie z tego posta co chcesz. Możesz wziąć wszystko, możesz wziąć trochę, albo nie brać nic. Jeśli uważasz, że to wartościowa treść, udostępnij proszę. Dziękuję 🙂

Każda prezentowana tu introspekcja (tekst Adama z cyklu "Ale o co chodzi", czy też tekst z pytajnikiem "?"), to tylko insynuacja, dygresja, cudza (bo autora - Adama) fantazja na temat tego, co koan zdaje się próbować przekazać. I z tej choćby przyczyny nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie! 🙂

Introspekcja to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw Adama punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Interpretacje Adama autorstwa to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż Adam i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy. To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Syreny – koan

– Wiesz dlaczego nie lubię dzieci, przerośniętych dzieci w skórze dorosłych? Dlatego, że zawsze są głodne i nienasycone. Możesz im dawać, dawać, napełniać je energią, zrozumieniem, pieniędzmi, pracą, szkoleniami, radami i czym tylko chcesz a one uspokoją się tylko na chwilę, a potem ze zdwoją siła zażądają więcej i jeszcze więcej. – Wziął głęboki oddech i kontynuował: – To poszukiwacze otwartych drzwi. Kiedy zostawiasz niedomknięte drzwi do swojego serca, otwierasz swoją empatię, do skarbca swoich zasobów one, dorosłe dzieci, czmych, już są w środku. Jak wirus, który przeżera zdrową tkankę i zagnieżdża się, by żywić się tym co zastał w gościnnym wnętrzu.  

– Wobec niemowląt wielu rodziców ma nieskończoną cierpliwość. – Stwierdziła stawiając herbatę na stole. – Znoszą ich choroby i płacz, żądania wyrażane krzykiem, niepokój i przywoływanie. Nie tylko wobec niemowląt – dodała. – Taki stan empatii i troski trwa nierzadko przez całe życie.

– Dzieje się tak, po pierwsze dlatego, – odpowiedział – że to ich dziecko, krew z krwi, gen z genu. Po drugie oczekują przecież rodzicielskiej wdzięczności, rodzinnej atmosfery, rodzicielskiego spełnienia. Chcą ujrzeć w nich siebie. Natomiast dorosłe dzieci, ci wszyscy partnerzy, mężowie, kochankowie, przyjaciółki, krewni, przyjaciele, znajomi, klienci, studenci – chcą jak niemowlęta dostawać nieustającą uwagę, zainteresowanie i pokarm i tak jak niemowlęta nie dają nic w zamian. Za to mają lepszy repertuar presji, nacisku i manipulacji, są przecież dorośli. Potrafią znacznie lepiej szantażować, niż dzieci. Przecież postępują tak od dwudziestu, trzydziestu, czterdziestu lat. Trening.

– I co z tym chcesz zrobić?

– Nic – wzruszył ramionami. – Nic nie da się zrobić. Możesz być nieustannie w kontroli, ciągle nieufnym wobec nowych znajomości albo się z tym pogodzić.

– Jak nic z tym nie możesz zrobić, to po co o tym gadasz? Po prostu zamykaj drzwi. – Stwierdziła.

– Skąd mam wiedzieć, kto stoi za drzwiami, gdy grzecznie puka?

– Ja to wiem – spojrzała na niego z wyrazem twarzy kogoś, kto nie rozumie, że ktoś nie rozumie. – Wiem, kto stoi za symbolicznymi drzwiami, zawsze to wiem. A nawet jak w pierwszej chwili jestem zdezorientowana, to zawsze czekam, czekam i sprawdzam.

– Skąd wiesz? Jak to rozpoznajesz w takim razie? – Spytał.

– Dorosłe dzieci są jak syreny. Uznały, że tylko pasożytując na innych mogą być nakarmione energią. Nie wierzą w miłość, wzajemność, przyjaźń, gdyż nigdy jej nie zaznały. Co do tego zgoda – upiła łyk herbaty. – Jednakże pasożyt wierzy, że tylko przyczepiając się do drugiej istoty może coś zyskać. Wysuwa macki i przyssawki. Dlatego od razu odgrywa ofiarę. Ofiara ma w naszym kraju taryfę ulgową. W ten sposób usypia czujność osoby, która stanie się jej pokarmem, czyli prawdziwą ofiarą. – Zaśmiała się. – Wampir skrywa się w przebraniu ofiary, zawsze. Syrena epatuje seksem, urodą i obietnicą idealnej miłości. Dlatego też przy pierwszym kontakcie, gdy słyszę ich syrenią pieśń, gdy słyszę jak ktoś mi śpiewa, że jestem taka miła i dobra, sympatyczna i śliczna wiem, że mam do czynienia z syreną. Dlatego zamykam drzwi. Od razu zamykam drzwi.     

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...