GŁUPI SMUTEK – ALE O CO CHODZI?

utworzone przez marzec 23, 202081 Tajemnic

 

1. Dwóch bohaterów. Dwie skrajne postawy wobec smutku. Pierwszy z nich – jak się zdaje – przeżywa smutek całym sobą, lgnie do niego i jest z nim sklejony. On w gruncie rzeczy nie odczuwa smutku, a jest swoim smutkiem. Smutek, który odczuwa, stał się nim, a on, stał się smutkiem. To postawa reprezentująca ludzi, którym brak jakiegokolwiek dystansu do odczuwanych uczuć, emocji, przeżyć. To postawa, w której człowiek ma się tak źle, że nie ma ochoty już nic powiedzieć, zatonął w swoim smutku. Jedyna forma reakcji to „bez komentarza”.

2. Druga postawa jest skrajnie odmienna: piwko na poprawę nastroju, nieadekwatna – może nawet głupkowata – radość, próba pokazania za wszelką cenę, że nie ma powodów do zmartwień, bezrefleksyjność („zjedz smaczną potrawę, idź na spacer do parku, obejrzyj dobry film. Trzeba żyć chwilą, stary! A poza tym idzie nowe, zobaczysz”). Wiele wskazuje na to, że drugi bohater tłumi smutek, odrzuca go, nie daje sobie żadnej zgody na jego przeżywanie. Jakby smutek go w ogóle nie dotyczył. Jakby chciał sobie i światu powiedzieć – szczęśliwi smutku nie odczuwają. I to tłumienie prowadzi ostatecznie do kulminacji i zapaści – wybuchu smutku, płaczu, rozpaczy i próby zrozumienia – siebie, a może smutku („Usiadł przy stole w kuchni i rozpłakał się … Co to k*wa za smutek? Co za głupi smutek jakiś? Co jest k*wa? Co jest?”).

3. Obaj bohaterowie cierpią. Pierwszy, gdyż stał się swoim smutkiem; drugi, gdyż tłumi smutek i nie potrafi go przeżyć, zrozumieć, uwolnić, uznać za swoje normalne doświadczenie. Żadna z prezentowanych postaw nie pozwala uwolnić – słowo klucz –  smutku. Drugi więzi smutek, pierwszy stał się więźniem smutku. Sklejenie ze smutkiem sprawia, że staje się on naszą tożsamością, staje się maską, która – metaforycznie – zrasta się z naszą twarzą. Odrzucenie smutku prowadzi do niezgody na smutek, który przecież jest czymś ludzkim, naturalnym, czymś co spotyka – chyba – każdego człowieka.

Każda prezentowana przeze mnie tutaj introspekcja (tekst „Ale o co chodzi”, czy też tekst z pytajnikiem „?”), to tylko moja insynuacja, dygresja, cudza (moja, jako autora) fantazja na temat tego, co koan Macieja zdaje się próbować przekazać.

I z tej choćby przyczyny interpretacja nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie.

Tekst niniejszy to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw moim punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Moje interpretacje to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż ja i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać Cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy.

To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

4. Nieomal wszyscy zostaliśmy zaprogramowani na niekończące się poszukiwanie szczęścia. Naiwnie przy tym sądzimy, że szczęście to przeżywanie tylko dobrych chwil, odczuwanie tylko pozytywnych emocji, uśmiech od ucha do ucha przez cały dzień i całe życie. Takie myślenie prowadzi – w przypadku pierwszego z bohaterów – do sklejenia, utożsamienia się ze smutkiem, gdy ten w jakiejkolwiek formie pojawia się, nadchodzi… Tacy ludzie często wiodą narrację „życie jest ciężkie, to orka na ugorze, każdy musi nieść krzyż jak Jezus”. Opisane wyobrażenie szczęścia, może też prowadzić – jak to się dzieje w przypadku drugiego z bohaterów – do manifestowania pozorowanej radości na siłę, nieadekwatności zachowania do sytuacji, głupkowatego, przyklejonego uśmiechu. Postawa drugiego z kolei kryje pod spodem stłumiony smutek, rozpacz, lęk. Dwie postawy, jednak „tak źle i tak niedobrze”. Skrajności nigdy nie prowadzą do radości z życia.  

5. Skoro żadna z prezentowanych postaw nie pozwala przejść nad smutkiem do porządku dziennego, to należałoby się zastanowić, jak w takim razie z nim żyć i sobie radzić. Warto zrozumieć, że smutek po prostu istnieje. Istnieje tak samo jak radość, szczęście, złość, gniew, miłość, szczodrość, frustracja, alienacja… Istnieje jak chmury na niebie. Smutek – po prostu – istnieje. Smutek – na skutek różnych życiowych okoliczności – pojawia się i nam towarzyszy. Ale również odchodzi, mija. Aby jednak mógł minąć, potrzeba go przyjąć jak gościa, wysłuchać, i pozwolić mu odejść. Gdy urządzamy mu w naszym sercu stałe miejsce – gdy traktujemy go jak domownika, a nie jak gościa – to stanie się częścią nas, naszą rodziną, stałą częścią naszej rzeczywistości. To postawa pierwszego z bohaterów. Gdy nie wpuścimy do go domu (nie ugościmy na parę chwil), będzie stać za drzwiami i ciągle się dobijać – w końcu ma nam coś ważnego do powiedzenia, coś co musimy usłyszeć, zobaczyć, przeżyć, przedyskutować i … puścić (odpuścić). Im bardziej blokujesz drzwi, przez które chce wejść smutek, tym bardziej on chce wejść. Im większy twój opór, tym większa siła smutku. Alkohol i głupkowate uśmieszki nie pomogą, co najwyżej stłumią na chwilę dźwięk twardej pięści smutku walącej w drzwi twojego serca.

6. Smutek mija, gdy mamy zgodę na jego przyjęcie, przepuszczenie przez siebie i wypuszczenie, uwolnienie. Musimy jednak się z nim spotkać, aby odszedł. I nie możemy go traktować jako stałego bywalca. Jest tylko gościem. Przychodzi, jest mile widziany, coś zje, coś wpije, porozmawia, przekaże wieści … i odejdzie, o ile nie będzie traktowany jak domownik, czy członek rodziny. Jeśli go stłumimy (nie pozwolimy na wizytę) odezwie się gdzieś w ciele. My się będziemy wprawdzie uśmiechać, robić dobrą minę do złej gry, ale gdzieś w ciele będzie nas kłuć, dźgać, rozpierać. Przedestyluj smutek, tak jak destyluje się alkohol. Przepuść (przez siebie) i uwolnij, a to co zostanie, to doświadczenie i lekcja. Kolejny cenny skarb w grze zwanej życiem. 

7. Kto ci wmówił, że nie masz prawa się smucić? Kto ci wmówił, że szczęśliwi ludzie się nie smucą, nie martwią, nie przeżywają tzw. gorszych momentów? Zastanów się, czy smutek stał się częścią twojej codzienności. Czy nie jest tak, że już nie jest twoim gościem, a domownikiem, częścią twojego życia? Zastanów się także, czy czasem nie tłumisz smutku… być może związanego z jakimś zdarzeniem, przy którym zabroniono ci płakać, smucić się albo było ci wstyd, że tak czy inaczej się stało… Zdejmij maski, które mają sugerować światu, że nigdy się nie smucisz. Jaką płacisz cenę za maskowanie smutku? Czym go maskujesz? Co ci wówczas daje ulgę? Co na to twoje ciało? 

#81. Gdy następnym razem poczujesz smutek pozwól mu przyjść i pozwól mu odejść. Znajdź miejsce, w którym będziesz sam na sam z sobą. W ciszy – przynajmniej na parę minut. Zamknij oczy. Oddychaj głęboko, najlepiej tylko nosem. Odszukaj miejsce w ciele, w którym smutek się przejawił. Oddychaj i obserwuj to miejsce. Wdech, wydech… i obserwacja miejsca w ciele, w którym manifestuje się smutek. Obserwuj smutek, miejsce w ciele – bez ocen, bez intelektualnego rozkminiania, analizy, wnioskowania. Wywal na ten czas racjonalność na śmietnik. Tu chodzi o twoje uczucia, nie myśli. Poczuj smutek, przeżyj go i pozwól mu odejść. Smutek jest w porządku. Smutek istnieje. Smutek jest częścią rzeczywistości. Ale nie musi być (stać się) częścią ciebie – może być tylko twoim gościem. Więc przyjmij jak gościa, ugość, nakarm i odprowadź do drzwi, gdy cel spotkania zostanie zrealizowany. Powodzenia 🙂 Trzymam kciuki. 

***

Weź sobie z tego posta co chcesz. Możesz wziąć wszystko, możesz wziąć trochę, albo nie brać nic. Jeśli uważasz, że to wartościowa treść, udostępnij proszę. Dziękuję 🙂

Każda prezentowana tu introspekcja (tekst Adama z cyklu "Ale o co chodzi", czy też tekst z pytajnikiem "?"), to tylko insynuacja, dygresja, cudza (bo autora - Adama) fantazja na temat tego, co koan zdaje się próbować przekazać. I z tej choćby przyczyny nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie! 🙂

Introspekcja to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw Adama punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Interpretacje Adama autorstwa to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż Adam i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy. To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Głupi smutek – koan

– Co u ciebie?

– Odpowiem jak polityk przyparty do muru, który zdaje sobie sprawę, że co by nie odpowiedział, to będzie błąd: „bez komentarza”. – Zaśmiał się smutno.

– Czasem dzieje się tak, że spada na nas wirus, za wirusem – ­odpowiedział wtórując radośnie lecz nie był to śmiech adekwatny, trochę nie na miejscu, może odrobinę złośliwy a może po prostu głupkowaty? Wypił już przecie ze dwa, może trzy piwa.

Śmiech tamtego był smutny, nawet bez cienia autoironii, śmiech wisielczy, może nawet rozpaczliwy, ledwie skrywając ból, który starał się ukryć. Nie przyszedł tu na rozmowy. Przyszedł pożyczyć pieniądze.

– Stary nie traktuj siebie i spraw tak bardzo poważnie. – Klasnął w dłonie i wyjął z lodówki dwa piwa. Otworzył oba i podał jedno przyjacielowi. – Nikt z nas nie wyjdzie stąd żywy, takie jest życie, więc trzeba się cieszyć tym co masz. – Zaśmiał się. Upił łyk i dodał, znów z tą nieadekwatną radością – zjedz smaczną potrawę, idź na spacer do parku, obejrzyj dobry film. Trzeba żyć chwilą, stary! A poza tym idzie nowe, zobaczysz.

Tamten odstawił piwo. Nawet nie upił. Zrobił krok w kierunku drzwi. Wziął zwitek banknotów, które leżały na szafce, przygotowane dla niego. Podszedł w kierunku drzwi i powiedział:

– Bardzo dziękuję, to dla mnie wiele znaczy – wskazał na zwitek banknotów. – Oddam najszybciej jak tylko będę mógł. Dzięki, stary.

– Ale co się właściwie stało? Nic nie powiedziałeś. Chociaż browarek dokończ. – Podszedł kilka kroków, żeby otworzyć drzwi a może, po to żeby zatrzymać przyjaciela albo pożegnać, może przytulić? Chciał jeszcze rzucić jakiś żarcik na odchodnym. W każdym razie zanim pokonał kilka metrów przedpokoju tamten już wyszedł.

Dokończył swoje piwo, wziął to drugie, otwarte dla przyjaciela. Wypił duszkiem. Obie flaszki wrzucił z impetem do kosza aż w całym mieszkaniu rozszedł się huk. Usiadł przy stole w kuchni i rozpłakał się.  

– Co to k*wa za smutek? Co za głupi smutek jakiś? Co jest k*wa? Co jest? – Powtarzał szlochając.

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...