SAM JAK PALEC?

utworzone przez Sty 9, 202181 Tajemnic

A co jeśli nie ma innych ludzi? Jak byś się czuła, czuł, gdyby się okazało, że ciągle spotykasz siebie?

Gdy ktoś Cię denerwuje… okazuje się, że to Ty. Gdy ktoś Cię smuci… okazuje się, że to Ty. Gdy się cieszysz na skutek spotkania z innym człowiekiem, znów okazuje się, że to Ty. Gdy reagujesz na agresję, dumę, przemądrzanie się, pychę, czy nieumiarkowanie innego człowieka, znów spotykasz siebie. Każdy zobaczony w drugim człowieku „grzech”, to Ty.

Jak by to było, gdyby się okazało, że reagujesz zawsze na siebie? I cieszysz się, w gruncie rzeczy, też zawsze, tylko i wyłącznie sobą. Idąc dalej… złościsz się zawsze na siebie, a odraza, obrzydzenie, niechęć, smutek – to zawsze autoagresja, niezgoda na część siebie, efekt konfliktu wewnętrznego. Jak sądzisz, czy to jest w ogóle możliwe? Czy może być tak, że w spotkaniu (z pozoru) drugiego człowieka, zawsze chodzi o Ciebie, o Twoje dopełnienie, jakąś cześć Ciebie?

Drugi człowiek zawsze wyzwala we mnie jakąś część mnie. Drugi człowiek wywołuje reakcję mojego układu, mojego „ja” (ego), mojego oprogramowania. Skutkiem może być uśmiech, radość, szczęście, złość, gniew, rozdrażnienie itp., ale to nie on – nie ten „drugi człowiek” – jest prawdziwym źródłem mojej reakcji.
Źródłem reakcji jestem zawsze ja – jakaś część mnie, jakiś mój program, który nakazuje mi drugiego człowieka (a precyzyjniej – jego zachowanie) ocenić w kategoriach „OK” albo „nieOK”. Takich lub innych. 

Sen z reguły mówi nam co mamy do zrobienia, co jest do przepracowania. Ale w zasadzie tak samo śnimy cały czas na tzw. jawie.

Spotykany drugi człowiek, może być potraktowany tak jak był postacią ze snu. Jeśli przykładowo określony typ ludzi wywołuje w Tobie złość, to nie o tych ludzi chodzi, a o Ciebie. Gdybyś przestał(a) nadawać ich zachowaniu znaczenie – jakiekolwiek – byłoby Ci obojętne co robią i mówią.

Dlaczego więc nadajesz znaczenie? Bo to, co w nich widzisz, jest częścią Ciebie… zapomnianą, wypartą, porzuconą, zakopaną głęboko pod ziemią, ukatrupioną, a jednak żywą. W ich zachowaniu – innych – zawsze spotykasz siebie i to niezależnie od tego, czy wprawia Cię to w emocje wzniosłe, czy niskie.

Ci wszyscy ludzie, których spotykamy, stanowią dopełnienie nas samych. Są nam dani po to, byśmy zobaczyli siebie w całości, a nie jako okrojone i poszatkowane istoty, które mają do siebie pretensje o to, co zostało odkrojone.

Zabroniono Ci gniewu, więc złościsz się na ludzi wyrażających gniew. Mówiono Ci w dzieciństwie „co się tak cieszysz jak głupi do sera?”, więc drażliwie reagujesz na osoby, które cieszą się życiem bez żadnego wyraźnego powodu. Dobrze się czujesz w czyimś towarzystwie? Ano dlatego, że ten ktoś pokazuje Ci Twoje prawdziwe piękno, odbija Twoje wnętrze. Jesteś tym z czym walczysz i tym z czym sympatyzujesz.

W prawdziwym pogodzeniu, połączeniu z sobą, integracją, w miłości do siebie samego, inni ludzie nie mają już władzy wpływania na Twoje samopoczucie. Nie wywołują reakcji. I w tym sensie, nie ma (już) innych ludzi.

Każdy człowiek, który mnie „wzbudza” w jakikolwiek sposób, to zaproszenie do odkrycia, zmiany, pracy. 

Każdy człowiek, który do mnie przychodzi, przychodzi z jakiegoś powodu, nawet gdy jest niewygodny, jest w gruncie rzeczy informacją i prezentem, zaproszeniem do jakiejś części mnie.

Jeśli świat to energia i wibracje (a wiele na to wskazuje), to nasza wibracja przyciąga to (tych), którzy mają nam pomóc w dopełnieniu naszej figury, dopełnieniu tego, co zostało nam odcięte. Odcięte tak, jak w trylogii Pullmana, odcinano dziecko od dajmona.

Gdy dopełniamy, wszelkie podziały znikają i nagle okazuje się, że jesteśmy sami, ale w połączeniu ze wszystkim.

Dla jednych być może to oczywiste, dla innych absurdalne. A i tak dla większości z nas trudne do zrealizowania. Zbyt mocno mamy zakorzenione to, że jesteśmy oddzielni i oddzielni od tego, co nas otacza. 

Co sprawia, że gdy ruszasz przedramieniem lub palcem wskazującym, to uważasz, że Ty ruszasz sobą, ale gdy dłonią dotykasz gałązki na krzewie i ona się porusza, z jakiegoś powodu uważasz, że to już nie Ty? 🙂 No co? 🙂 

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...