KRZYŻ CZYLI SACRUM – ALE O CO CHODZI?

utworzone przez marzec 11, 202081 Tajemnic

1. Stwórco, Demiurgu, Matko i Ojcze wszelkiego stworzenia, ile wykreowaliście historii i narracji, które wciąż i wciąż się powtarzają, przeplatając nasze ludzkie, codzienne – i jak częstokroć sądzimy, zwyczajne – losy? Ile jest mitów i opowiadań, opowieści i legend, którymi przez nasze życia jesteśmy targani? Ile jest w nas rzeczywistego wpływu na nasz los, jeśli ciągle powtarzamy te same scenariusze? Czy nie jest tak, że co krok spotykamy Jezusów i Piotrów apostołów, Kainów i Ablów, Dedali i Ikarów, Ariadny i Tezeuszów? A jeśli rzeczywiście tak jest, to czy wobec tego nie jesteśmy czasem do bólu przewidywalni i oczywiści dla każdego – wystarczająco czujnego i wprawionego w mitach – obserwatora? Może nasze – częstokroć poblokowane – ciało, narracja, wysławiana symbolika wprost wiodą do określonego mitu, opowieści, która powtarzana jest od setek lat? Czy nie jesteśmy czasem, wciąż i wciąż, w jakimś metaforycznym śnie, zaś naszym zadaniem (a może obowiązkiem) jest go rozpoznać, wyśnić do końca i uwolnić się z niewoli mitu, legendy, biblijnej przypowieści, która rządzi naszym życiem? Może uwolnienie się z mitu jest ostatecznym przebudzeniem, wolnością per se.

2. Piotr (łac. Petrus, gr. Πέτρος, Petros) oznacza „kamień”, „fragment skały”, od πέτρα, petra – „skała”. Uchodził za tego, który – z ustanowienia Chrystusa – miał pierwszeństwo wśród Dwunastu Apostołów. Istnieje legenda mówiąca o tym, że gdy w Rzymie rozpoczęły się prześladowania chrześcijan (za czasów Nerona), Piotr postanowił uciec z miasta. Wówczas miał ukazać mu się Jezus (którego Piotr wcześniej – trzykrotnie się zaparł, wyparł). Uciekający z Rzymu Piotr zapytał objawiającego się Jezusa, dokąd idzie (łac. Quo vadis, Domine?). Jezus miał mu odpowiedzieć „idę do miasta, aby mnie powtórnie ukrzyżowano”. Wówczas Piotr zawrócił, a w miejscu tego spotkania postawiono kościół. Przepowiednia Jezusa wypełniła się. Ale czy Piotr wyśnił sen do końca? Zginął męczeńsko na krzyżu z głową zwisającą ku dołowi. Ponoć stało się tak na jego prośbę, gdyż twierdził, iż nie jest godzien umrzeć tak samo jak Chrystus. Chrystus miał rzec Piotrowi „tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16,16-19).

 

3. Z jakiego powodu Piotr – w chwili spotkania ze śmiercią – decyduje się wisieć głową w dół? Odpowiedź zdaje się być prosta i oczywista – z poczucia winy. Nigdy nie pogodził się z tym, że zawiódł swojego mistrza i mentora – Jezusa. To zaś oznacza, że źródło jego motywacji, przez całe życie, pochodziło z poczucia winy i niekończącej się świadomości wyrządzenia krzywdy Jezusowi. Kompensacja… Do ostatnich dni czuł się współodpowiedzialny za kaźń syna bożego. To by oznaczało, że fundamentem wszystkiego tego co zbudował, mogło być nieustające poczucie winy, ból, cierpienie. Natura jest bezlitosna dla ludzkiego poczucia winy, gdyż sama go nie zna. Wina jest tworem ludzi, ich intelektu, bycia w trzech czasach naraz – w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Światowi zwierząt takie podejście jest obce, nieznane. Nic co na winie zostało zbudowane, nie może bezboleśnie i w sposób trwały funkcjonować.

Każda prezentowana przeze mnie tutaj introspekcja (tekst „Ale o co chodzi”, czy też tekst z pytajnikiem „?”), to tylko moja insynuacja, dygresja, cudza (moja, jako autora) fantazja na temat tego, co koan Macieja zdaje się próbować przekazać.

I z tej choćby przyczyny interpretacja nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie.

Tekst niniejszy to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw moim punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Moje interpretacje to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż ja i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać Cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy.

To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

4. O co się winisz – Adamie, Krzysztofie, Piotrze, Janie, Macieju, Ewo, Dominiko, Iwono, Patrycjo, Joanno…? Jakiego snu nie potrafisz wyśnić do końca? Jakiej części swojej historii nie potrafisz uwolnić? Co jest źródłem twojego poczucia winy: śmierć ojca, choroba matki, zdrada drugiego człowieka, zamach na mistrza, coś jeszcze innego? Znajdź człowieka, który nie popełnił błędów. Poszukaj jakiejkolwiek doskonałości, czegokolwiek w świecie ożywionym lub nieożywionym, co jest bez jakiejkolwiek skazy. Błądzić jest rzeczą i naturą ludzką. Jeśli jednak od błędów uciekasz – w imię wydumanej doskonałości, maski świętoszka – to lekcja, Twoje zadanie do odrobienia, wróci. Ze zdwojoną siłą. I nie chodzi w tej lekcji o przyznanie się do winy, nie chodzi też o wielką pokutę i wynikające z poczucia winy zadośćuczynienie. Chodzi o zrozumienie – siebie, swojej błądzącej natury. Gdy unikasz błędów, tworząc w ten sposób fałszywy obraz swojej doskonałości, musisz je maskować. Przecież błędy nastąpią, popełnisz je – nie jesteś doskonały. Maskując błędy unikasz ich zrozumienia i przez to pozbawiasz się możności skorzystania z aktu obserwacji i aparatu woli. Maskując błędy unikasz zmiany. Gdyby Piotr Apostoł siebie widział, wsłuchał się w słowa Jezusa i był wystarczająco uważny, gotowy, po pierwszym akcie wyparcia się mistrza, nie popełniłby kolejnego – tego samego – błędu. Jednak – z jakiegoś powodu – nie miał jeszcze tej gotowości, nie mógł siebie widzieć. I nawet po męczeńskiej śmierci Jezusa nadal wybierał niekończące się poczucie winy. Z jakiegoś powodu wisi głową w dół na krzyżu. Pewnie z tych przyczyn poczucie winy, jest jedną z podstawowych kategorii i chyba najważniejszą narracją kościoła, który stworzył. 

5. Adamie, Krzysztofie, Piotrze, Janie, Macieju… Ewo, Dominiko, Patrycjo, Iwono, Joanno… każdemu z nas dano klucze do królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążemy na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążemy na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Rozwiążmy poczucie winy, uwolnijmy się od niego, wówczas zaczniemy się naprawdę zmieniaćAdamie – adresacie dzisiejszego koanu – wybaczam ci wszystko. Uwalniam cię z wszystkich zdarzeń, które wywołały w tobie poczucie winy. Wszystkie były potrzebne, byś wybrał drogę światła. Wybaczam ci sprzeniewierzenie się nieomal każdemu (a może jednak każdemu?) z dziesięciu przykazań. Wybaczam ci siedem grzechów głównych. Wszystkie je popełniłeś i czas, abyś potrafił sobie przed sobą powiedzieć o tym wprost. Zobacz swoją – typową przecież dla gatunku – niedoskonałość. Przestań udawać świętego.

6. Święci stawali twarzą w twarz ze swoimi grzechami, cieniem, wszystkimi nieczystymi zdarzeniami, po to, by się zmieniać, udoskonalać, poprawiać, aktualizować. Droga Buddy to droga widzenia niedoskonałości. Nie dokonasz poprawy udając, że jesteś doskonały, bo wówczas siebie w ogóle nie widzisz. Nie dokonasz poprawy będąc w poczuciu winy, bo ono też odwraca cię od celu, jakim jest zmiana, jakim jest droga ku światłu. W poczuciu winy zamiast się widzieć, dokonujesz chłosty na sobie samym. Łatwiej się jednak winić niż zmienić. Spotkaj się w końcu z prawdziwym obrazem siebie. Wybaczam ci wszystko. I gdy raz wyprzesz się mistrza, mentora, takiego czy innego Jezusa, to nie udawaj, że tego nie widzisz. Zobacz siebie, bo to jest początek prawdziwej zmiany. Co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie. Nie płacz już nad sobą – zaakceptuj omylność i wybaczaj błędy. Wyrzuć ze słownika „klęskę” i wybierz w to miejsce „lekcję” oraz „naukę”. Wówczas nie będziesz musiał już niczego odkupić, po prostu będziesz gotowy następnym razem postąpić całkowicie inaczej. Tak nastaje Królestwo Niebieskie za życia, w miejsce poczucia jego ostatecznej utraty w chwili śmierci.

7. Od dwóch tygodni dość intensywnie pracuję (w terapii czaszkowo – krzyżowej) ze swoim ciałem; ze skostniałym, zapieczonym odcinkiem lędźwiowym, który bywa dla mnie bardzo bolesny. W półśnie, w stanie bliskim medytacyjnemu, obserwuję to miejsce. Okrywam – i mam co do tego pewność – że nie ciało jest pierwotnym źródłem mojego bólu. Źródło leży zupełnie gdzie indziej. Przez lata, na różne sposoby, chowałem w to miejsce ból związany z wszelakimi wydarzeniami, z którymi sobie najzwyczajniej nie radziłem. Tam – w moim odczuciu, przeczuciu i intuicji – schowane są skutki mojego poczucia winy. Ciało pamięta to, czego ja pamiętać nie chciałem, to co wyparłem, to czego nie uwolniłem na czas. Tam też jest spora część mojej energii. Tam jest ów kamień stworzony z poczucia winy, na którym budowałem różne wersje siebie, przez nieomal całe życie. Sporo można zbudować na poczuciu winy – zrobić karierę, osiągnąć sukces, zarobić pieniądze, a nawet zbudować ogromny gmach lub wyznanie. Jednak skutki takiego budowania jakie są, każdy wie i może ocenić sam. Kto nie wie, musi się dowiedzieć – również sam. 

#81. Krzyż, sacrum, to również określenie drugiej czakry – krzyżowej, sakralnej, pomarańczowej. Tam jest źródło naszej energii seksualnej i twórczości, tam jest nasza gotowość na bliskość i bycie w trwałych, satysfakcjonujących relacjach z innymi ludźmi. Podobno zaburzeń w tej czakrze doznaje dziecko na skutek sposobu wychowania, tworzenia zakazów, nakazów i tematów tabu. Zablokowaną czakrę sakralną może mieć też dziecko, które wychowywane było w niepełnej rodzinie albo co do którego rodzice tłumili własną zmysłowość (ograniczając dotyk i czułość w stosunku zarówno do siebie, jak i w stosunku do niego. Owocuje to brakiem akceptacji siebie i swojej wartości oraz zamknięciem emocjonalnym[1]. Dziecko, któremu wmawia się grzech, się wini. Dziecko, które nie odczuwa miłości i bliskości najbliższych – rodziców – obwinia się za taki stan rzeczy. Innych powodów nie zna, nie odnajduje. I będzie się winić w dorosłości – patrząc ciągle dookoła, czy czegoś nie zrobiło źle, sądząc, że jest jedynym odpowiedzialnym za wszelkie niepowodzenia (również w relacjach). Obwinianie się (branie krzyża Jezusowego na plecy) boli – w duchu, w ciele i w umyśle. Po co ci ten ból? Zostaw już. To tylko lekcje, zaproszenia do obserwacji, zwiastuny zmiany, droga do światła… Nie jesteś zbawicielem. 

[1] http://www.maszke.pl

Każda prezentowana tu introspekcja (tekst Adama z cyklu "Ale o co chodzi", czy też tekst z pytajnikiem "?"), to tylko insynuacja, dygresja, cudza (bo autora - Adama) fantazja na temat tego, co koan zdaje się próbować przekazać. I z tej choćby przyczyny nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie! 🙂

Introspekcja to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw Adama punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Interpretacje Adama autorstwa to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż Adam i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy. To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Krzyż, czyli sacrum – koan dla Adama

Kiedy Szymon Piotr zawisł na krzyżu głową w dół przypomniała mu się scena sprzed trzydziestu lat.

Był 27 czerwca 67 roku a może 13 października roku 64? Ludzie mylą się co do dat a nawet co do pór roku. Potrafią wszystko przekręcić. Zwłaszcza słowa mistrza.

Wysokie wzgórze nad Rzymem. Świt. Watykan pełen sosen i cyprysów rozwiniętych pod słońcem Lacjum. Miejsce kaźni.

Tamten świt, sprzed lat, naznaczył go na zawsze. Wytyczył drogę. Nie odmieniły go nauki. Nawet nie słowa mistrza. Nie cuda ale poczucie winy. Klątwa grzechu, którą odczuwał mocniej niż grzech praojca Adama.

Nocą, w czasie wieczerzy, rzekł do nich Pan: Wy wszyscy zwątpicie we Mnie tej nocy. Bo jest napisane: Uderzę pasterza, a rozproszą się owce jego stada. A wtedy on, wybrany uczeń, odezwał się do mistrza unosząc wysoko głowę: Choćby wszyscy zwątpili w Ciebie, ja nigdy nie zwątpię! Jakże był wtedy pewny siebie i dumny z odpowiedzi. Słowa nic nie ważą, słowa nic nie znaczą, pomyślał.

Mistrz po chwili odpowiedział jak zawsze spokojnie, patrząc prosto w jego oczy: Doprawdy, powiem ci, co się stanie: Jeszcze tej nocy, zanim kogut zapieje, ty Piotrze trzy razy się Mnie wyprzesz. Na to on, wciąż nie rozumiejąc ani słów nauczyciela, ani nadchodzących wydarzeń, ani natury ludzkiej, ani nawet siebie – odpowiedział jeszcze pewniej, drżącym ze wzruszenia głosem: Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie.

A potem, o świcie, na dziedzińcu pałacu Arcykapłana wyparł się mistrza po raz pierwszy wobec służącej, a niecałą godzinę później wobec ludzi, którzy go rozpoznali jako ucznia i wreszcie po raz trzeci, gdy wskazał go żołnierz, który był przy aresztowaniu nauczyciela. Wtedy był stanowczy, przekonujący. Wiedział, że musi natychmiast odeprzeć zagrożenie. A wewnątrz dygotał. Bał się. Nie zrobił nic.

Gdy kogut zapiał o brzasku przypominał sobie słowa rabbiego i zapłakał. Dlaczego płakał? Zapłakał nad sobą. Wiedział, że poniósł klęskę, której nigdy nie będzie w stanie odkupić. A potem z tłumu, z odległości przyglądał się jak mistrz odsyłany jest od urzędu do urzędu, niewinnie sądzony, upokarzany, katowany i wreszcie wiedziony na śmierć wśród tłumu, który jak zawsze entuzjastycznie obserwował kaźń jak najlepszą rozrywkę. Cóż może cieszyć bardziej, niż cudzy ból?

Czy nadszedł dzień, w którym zrozumiał nauki rabbiego? Teraz, wisząc głową w dół doskonale zdawał sobie sprawę, że nic nie zrozumiał. Przez te wszystkie lata po prostu wierzył, że lada dzień zobaczy mistrza a ten, jak dobry ojciec, jak wspaniałomyślny nauczyciel, jak mądry mentor – przytuli go i wybaczy. Powie: Szymonie, to była próba. Wiedziałem, że jej nie sprostasz, ale na skutek tej strasznej lekcji, wiele się nauczyłeś. A on, Szymon Piotr, zapłacze i wtedy znowu usłyszy łagodny głos mistrza: Nie płacz synu, dobrze się spisałeś. Lojalność była ponad twoje siły.

Nic z tego. Mesjasz nie wrócił. Wydawało się, że minie rok, dwa, że minie dziesięć lat i powtórne przyjście mesjasza stanie się faktem a teraz, on wybrany spośród wybranych, zaufany uczeń, umierał. Samotny.

Nie nastało Królestwo Niebieskie – pomyślał i stracił przytomność.

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...