OSTATNIA ROZMOWA – ALE O CO CHODZI?

utworzone przez lt. 27, 202081 Tajemnic

1. Ann Ann – jak się zdaje – nie jest przywiązana do życia. Wie, że wszelkie przywiązania ranią, również to, które dotyczy najcenniejszej rzeczy jaką posiadamy – życia właśnie. Może to brzmieć nieprawdopodobnie, wręcz niedorzecznie: osoba świadoma, mistrzyni, czarownica, nauczycielka duchowa, nie legitymuje się przywiązaniem do życia. Przywiązanie do życia, w gruncie rzeczy odbiera radość życia, zdolność współistnienia z innymi istotami. Przywiązany do życia, lgnie do życia, a to oznacza… że boi się i unika za wszelką cenę spotkania z jakąkolwiek śmiercią. Swoją, bliskich, kogokolwiek i czegokolwiek. Im bardziej lgniemy do życia, tym bardziej boimy się śmierci. Paradoks polega na tym, że lgnąc do życia, zapominamy żyć, gdyż cięgle boimy się śmierci. Jesteśmy „w utknięciu” pomiędzy życiem, a śmiercią. Tak bardzo, że żyjąc, w gruncie rzeczy nie żyjemy. Lęk i obawa śmierci przysłania wszystko.

2. Drogi czytelniku muszę ci coś wyznać. To bardzo ważne i osobiste stwierdzenie. Po raz pierwszy piszę to publicznie, na forum. Chciałem ci wyjawić, że umieram. Nie wiem, ile czasu dokładnie mi zostało. Być może dzień, być może tydzień, a może miesiąc lub rok. Jest jakaś szansa, że będzie to więcej niż rok, a przy bardzo pomyślnych wiatrach nawet dekada. Lub dwie. Albo trzy. Cierpię na śmiertelną i nieuleczalną chorobę. W zasadzie nie jest to nawet choroba, a stan. Nazywa się on życiem i jego immanentną cechą jest to, że prowadzi do śmierci. Każde życie prowadzi do śmierci – rozejrzyj się wokół. Zdejmij na chwilę te cholerne różowe okulary, które przekłamują ci rzeczywistość. Wyłącz na chwilę myślenie o tym, co pokazują ci reklamy w telewizji, kolorowe czasopisma i lokowanie produktów w filmach. Drzewa, kwiaty, zwierzęta, ludzie, wirusy, pasożyty, samochody, chmury, gwiazdy, komputery, iphony i samsungi, nasze-klasy, czaterie, zestawy do odbioru telewizji satelitarnej z firmy Arkon, Prusakolep, Kabaret Starszych Panów, Smoleń i Laskowik, New Kids on The Block, Beverly Hills 90210… – wszystko wokół umiera. Żyjemy w krainie śmierci. Właśnie ktoś umarł. I teraz – sekundę później – też coś, gdzieś, komuś umarło. Umieram. Począwszy od 17 września Anno Domini 1978 r., do tej chwili, umieram. Jestem w procesie umierania z przyczyny, która nazywa się „naturą życia”. Ty też umierasz. Cierpisz dokładnie na tę samą „chorobę”. Choć to żadna choroba. To po prostu życie. Witaj na drodze do śmierci.

3. Z jakich przyczyn jesteśmy przywiązani do życia i boimy się śmierci? Z obawy, że na łożu śmierci nasze życie okaże się bezwartościowe. Lękamy się, że zanim kostucha zgasi światło, dopadnie nas to cholernie trudne, przeszywające na wskroś uczucie, że mogliśmy żyć inaczej. I właśnie dlatego, tak bardzo poszukujemy sensu w życiu. Chcemy znaleźć „to coś” co sprawi, że nasze życie będzie radosne, szczęśliwe, wypełnione czymś boskim, nieziemskim za życia. I przez to ciągle szukamy, szukamy, szukamy, szukamy. A przecież sensem życia jest życie. Samo w sobie. Twoje i moje życie jest wartościowe już z tego „tylko” powodu, że jest, że je mamy, zostało nam dane. Życie jest wartością i sensem samym w sobie. A ciągłe poszukiwania odsuwają cię od tej oczywistej prawdy. Szukamy, zamiast żyć. Szukamy, bo boimy się bezsensownej śmierci i z tego powodu zakładamy, że życie jest bezsensowne. Chcemy nadać sens życiu, by uzasadnić sens śmierci. Życie, po prostu, JEST – na każdym kroku. Śmierć, po prostu, JEST – na każdym kroku. Po co szukać czegokolwiek jeszcze. Może gdy przestajemy szukać, to dopiero nas znajduje to, czego dotychczas nie widzieliśmy? To co nam jest dane i do nas ma przyjść. Czy nie czas odpuścić i żyć? Ann Ann – bohaterka interpretowanego tekstu – to rozumie. Ubrała sportowe spodnie, buty i kurtkę, chwyciła plecak i wyszła, gdyż rozumie naturę życia i śmierci, ich nieodłączne połączenie. Wie, że śmierć mistrza – która była nieunikniona, jak każda śmierć – zaprasza ją do dalszej podróży zwanej życiem.

Każda prezentowana przeze mnie tutaj introspekcja (tekst „Ale o co chodzi”, czy też tekst z pytajnikiem „?”), to tylko moja insynuacja, dygresja, cudza (moja, jako autora) fantazja na temat tego, co koan Macieja zdaje się próbować przekazać.

I z tej choćby przyczyny interpretacja nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie.

Tekst niniejszy to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw moim punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Moje interpretacje to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż ja i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać Cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy.

To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

4. A wracając do okoliczności śmierci mistrza … Zabijamy mistrzów nie tylko z powodów opisanych wczoraj – link. Zabijamy wszystko to czego nie rozumiemy – wszystko co wychodzi poza schemat, stereotyp, paradygmat naukowy. Wszystko co nas przerasta. Tam, gdzie nie wytrzymują nasze przekonania, sieć połączeń neuronalnych, konfiguracja konektomu, najłatwiej zabić. Zabić jest łatwiej, niż wysłuchać i zrozumieć. Wikipedia (.pl) z użyciem hasła „spaleni na stosie” podaje 106 wyników. A przecież to nie wszyscy. Pewnie gro z nich to osoby, które swoją myślą, mową i uczynkiem, znacznie wykraczały poza swoje czasy. Były to kobiety i mężczyźni: ludzie mocy, wielcy indywidualiści, innowatorzy, wizjonerzy, mistycy. Zabijamy w życiu każdy obiekt naszego niezrozumienia – partnerów, przyjaciół, współpracowników, wspólników, towarzyszy podróży, przypadkowo spotkanych ludzi, którzy nam „nie odpowiadają”. Zabijamy porzucając, w miejsce zrozumienia.

5. W stwierdzeniu „coś lub ktoś mi odpowiada” albo „ktoś lub coś mi nie odpowiada” zaszyta, ukryta, jest ważna informacja – dialog. Odpowiada się na coś lub komuś. Wykluczamy ludzi, z którymi nie potrafimy rozmawiać. Powód jest zawsze jeden – niezrozumienie i związany z nim lęk. Lęk przed tym co widzimy w tym człowieku. Najczęściej widzimy siebie w odsłonie, której nie akceptujemy, której nie zintegrowaliśmy. Może być też tak, że widzimy coś, co jest dla nas nieosiągalne, nie do zdobycia, wykraczające poza nasze „do pomyślenia”. Zatrważa nas to, co jest „nie do pomyślenia” albo – nawet – „nie do wyobrażenia”. I wówczas przyczyną „braku odpowiadania” (braku dialogu) czyli uzasadnieniem „zabicia” (danego spotkania, relacji itp.), jest zawiść, zazdrość, lęk, niskie poczucie własnej wartości. Niewiara we własne możliwości. Niewiara w to, że też mamy „tę moc”. Albo inną moc. Lęk jest jokerem w tej talii kart – pojawia się zawsze, gdy mamy niezgodę na cokolwiek w życiu. Jest też druga, a może „dodatkowa” strona tego medalu – rywalizacja. Wówczas skrycie zabijamy silniejszego, mądrzejszego, pełnego mocy. Chcemy jego energię, potrzebujemy wyeliminować rywala. A przecież wystarczy dialog, wymiana, zrozumienie, komunikacja, współpraca… obu stron. Bo do tanga trzeba dwojga. Po co więc zabijać? To życie decyduje o śmierci, nie zaś człowiek.

6. Zostałem ostatnio zapytany o porzucenie – z jakich to powodów nie chcę w swoim życiu nikogo i niczego porzucać. Wyczułem w pytaniu – być może niesłusznie – sugestię, że nie da się żyć bez porzucania, że czasem sytuacja życiowa uzasadnia, wymusza wręcz porzucenie kogoś lub czegoś. Tak właśnie, przez sporą część swojego życia, myślałem. Dziś uważam, że mamy wybór: porzucić lub „zakończyć relację” (spotkanie, znajomość, partnerstwo, małżeństwo, pracę, własną firmę itd.). Jaka jest różnica? Porzuca dziecko np. zabawkę i krzyczy „chcę inną”. Ta, kupiona przez rodzica zaledwie 15 minut temu, już nie jest fajna, już się znudziła. Porzucenie występuje również u dzieci, które na kogoś się obraziły. „Nie podoba mi się co robisz, nie odpowiada mi twoje zachowanie” więc obracam się na pięcie i bez słowa odchodzę obrażony/a. „Dobrze wiesz dlaczego. Nie muszę ci nic tłumaczyć. Powinieneś się domyślić”. 

7. Postawa dojrzała i dorosła przejawia się tym, że zamiast porzucenia kończy się relację. Następuje spotkanie, dialog, rozmowa („odpowiadanie”), wymiana, wzajemny feedback i pożegnanie. Bez żalu, bez pretensji, bez obrazy. Coś umarło – to naturalne. Nastąpiła śmierć jakiejś relacji, sytuacji… Możliwa jest inna relacja, na innych zasadach (nawet pomiędzy tymi osobami) albo brak jakichkolwiek relacji. Następuje jednak „wypowiedzenie” relacji i zrozumienie sytuacji. Zupełnie tak jak wypowiedzenie umowy. „W prawie” trzeba coś złożyć na piśmie, z reguły uzasadnić, zachować pewien okres „wypowiedzenia”. Chyba dlatego system prawny nakazuje umowy wypowiadać – aby nie było porzucania, a dojrzałe kończenie relacji. Ta zasada zdaje się być słuszna w całym życiu, o ile wyznajemy zasadęnie rób drugiemu co tobie niemiłe”, „kochaj bliźniego swego jak siebie samego. O ile – rzecz jasna – posługujemy się miłującym współczuciem.

81. Co Ann Ann przegapiła? Czego nie zauważyła? Z jakiego powodu nie zdołała uchronić mistrza? Można snuć spekulacje. Najprostsze wydaje się stwierdzenie, że wszystko jest w porządku, że tak miało być. Wszystko dzieje się po coś. Życie wie lepiej co jest w danej sytuacji najodpowiedniejsze. Nie nam – z naszego punktu widzenia – osądzać rzeczy, gdyż mamy zawężoną percepcję i nie widzimy wszystkich konsekwencji na siatce zdarzeń. Może śmierć mistrza była potrzebna, by przebudzić Ann Ann – albo kogoś innego – do życia. Śmierć jest zawsze zaproszeniem do życia. Może nadmierna izolacja mniszki (w tym od demonów, wampirów i skrytobójców) stanowi wręcz zaproszenie dla takich indywiduów? Im bardziej przed czymś uciekamy, tym bardziej nas to goni… i dopada. Odpowiedzią zawsze jest życie. W nim są wszystkie pytania i ono – gdy uważnie spojrzymy – daje wszystkie odpowiedzi. Dobrze jednak zacząć, od dobrych intencji – dla życia, w miłości do ludzi, w zaufaniu i współzależnej wymianie ze światem. Wówczas życie, pole, Bóg, matryca (mniejsza o nazwy), wynagrodzi słuszny wysiłek. Bez tego trudno o zrozumienie czegokolwiek.

Każda prezentowana tu introspekcja (tekst Adama z cyklu "Ale o co chodzi", czy też tekst z pytajnikiem "?"), to tylko insynuacja, dygresja, cudza (bo autora - Adama) fantazja na temat tego, co koan zdaje się próbować przekazać. I z tej choćby przyczyny nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie! 🙂

Introspekcja to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw Adama punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Interpretacje Adama autorstwa to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż Adam i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy. To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Ostatnia rozmowa – koan

Matka Ann Ann shi ze spokojem przyjęła śmierć mistrza Kan lu. Kobiety w klasztorze podejrzewały nawet, że jest to spokój depresyjny, żałobny, opłakujący. Spokój w jaki wpadają matki po utracie dziecka, przyjaciele po utracie bratniej duszy, uczniowie po utracie mistrzów.

– Matko, czy przemówisz na pogrzebie mistrza Kan lu? – Spytała Yan Yan gi wreszcie zebrawszy się na odwagę by przerwać długie milczenie matki Ann Ann. Nie odezwała się bowiem ani słowem od chwili, kiedy ujrzała poranione ciało Kan lu, zasztyletowanego kilka dni temu, zaraz po zakończeniu nabożeństwa.

– Zabijanie mistrzów, palenie czarownic na stosach, ludobójstwo to stara ludzka tradycja – odezwała się matka nie odpowiadając na pytanie mniszki. – Ludzie sądzą, że trzeba zabić mistrza. Wiesz dlaczego Yan Yan gi?

– Nie matko. – Yan Yan stała w oddaleniu, nieco pochylona. Nie widziała twarzy mistrzyni, która w głębi pokoju, w cieniu wpatrywała się w niebo. Po chwili dodała jednak: – Tradycja, matko? Dlaczego nazywasz to tradycją?

– Indywidualność i odrębność budzą ciekawość a potem zazdrość. Dawni wojownicy, w tych górach i dalej w dżungli – Ann Ann wykonała dookolny ruch ręką – polowali na wojowników z innego plemienia. Potem rozłupywali ich czaszki i zjadali mózgi w przekonaniu, że połykają ich moc i wiedzę. Obdzierali też swych rywali ze skóry, którą potem nosili na tarczach. Używali kości swych ofiar jako rytualnych amuletów. Jednym z imperatywów ludzkości jest chęć zniszczenia kogoś, kogo postrzega się jako silniejszego, mądrzejszego, pełnego mocy. Lecz nie tylko o zniszczenie tu chodzi lecz o kradzież energii, eliminację rywala.

– Ale przecież mistrzowie są potrzebni. Inność uczy nas tolerancji i kreatywności.

– Do czasu Yan Yan, do czasu aż niektórzy dojdą do wniosku, że w obecności mistrza czują się gorsi, że nigdy nie pozbędą się tego uczucia.

– Gorsi? – spytała Yan Yang gi.

– Gorsi, mniej kompetentni, zalęknieni, z nieprzepracowanymi traumami, dylematami. – Ann Ann shi wykonała ruch ręką jakby strzepywała wodę z dłoni. – Dlatego muszą zabić mistrza, gdyż sądzą, że w ten sposób uwolnią się od demona w sobie. Złożą ofiarę i zarazem połkną moc ofiary. Jednakże to nie są rzeczy nowe. Wiedziałam o tym od dawna lecz coś przegapiłam, czegoś nie zauważyłam i dlatego nie zdołałam uchronić mistrza.

– Nie możesz siebie obwiniać, droga Ann Ann – stara mniszka zbliżyła się do mistrzyni.

– Nie obwiniam siebie lecz chcę znaleźć odpowiedź, chcę się dowiedzieć się co przegapiłam, że nie dostrzegłam zbliżającego się zagrożenia. Dlatego muszę odejść. Szukam odpowiedzi. Jeszcze dziś opuszczę klasztor. Przejmij zwierzchnictwo, obejmij mój urząd. Wiesz co powiedzieć mniszkom. Masz u nich posłuch i szacunek.

– Nie możesz odejść. To minie, to smutek – zatroskała się Yan Yan.

– Już odeszłam. – Ann Ann shi wyszła z cienia i zbliżyła się do mniszki. Nie miała na sobie habitu. Była ubrana w sportowe spodnie, buty i kurtkę. Chwyciła plecak i wyszła.

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...