TWÓJ STAMBUŁ – INTERPRETACJA KOANU „LUTNIA”. PREZENT DLA MONIKI OD PIOTRA, NA URODZINY.

utworzone przez Maj 17, 202081 Tajemnic, Prezent

Poszukujemy w życiu czegoś wyjątkowego. A może kogoś wyjątkowego, siebie wyjątkowego, czegoś wyjątkowego w sobie? W każdym razie jesteśmy wiecznymi poszukiwaczami, szukamy przez większość życia metaforycznego złota i mamy przy sobie – cały czas, w każdej chwili – równie metaforyczne sito. Co jest złotem? Co jest sitem? Czym jest rzeka, w której zanurzamy sito, by wyłowić symbol bogactwa i szczęścia?

W poszukiwaniu kryje się niepewność, niejasność, niewiadoma. Coś w środku nakazuje nam szukać, ale nie wiadomo czy szukać kogoś, a może czegoś, nie wiadomo też, czy szukać na zewnątrz siebie, czy środku. Poszukiwanie w ciemno może w pewnym sensie, w niektórych przypadkach, frustrować. Tak się dzieje, gdy rzucamy stare, lecz nowe jeszcze jeszcze nie przyszło. Przy tej okazji pojawia się ważne, bardzo ważne pytanie – jak szukać? Bo jeśli się nie wie czego się szuka, to wypadałoby choć wiedzieć jak szukać. Gdy cel jest znany, metoda poszukiwania jest wtórna, w końcu wszystkie drogi prowadzą do Rzymu… albo do Stambułu. Jednak gdy cel nie jest jasny, metoda staje się kluczowa, najważniejsza. To ona stwarza – przynajmniej w jakimś stopniu – gwarancję dotarcia do celu. Po nitce do kłębka z licznymi dworcami, skrzyżowaniami, przystankami i przesiadkami.

I ta podróż, to poszukiwanie, dworce, przesiadki, nowe losy, to w gruncie rzeczy wspaniała przygoda. Można – jak już było wspomniane – się frustrować, ale można też oczy mieć szeroko otwarte, patrzeć panoramicznie. Wówczas nawet w Warszawie, Grudziądzu, Bydgoszczy, Zawierciu i Olkuszu widzi się uliczki Złotego Rogu spadające ku Bosforowi, malownicze herbaciarnie, małe bary z przekąskami, cukierenki, zakłady fryzjerskie, pracownie, do których wchodzi się po kilku schodkach w dół lub w górę. Są tam też ukryte wśród podwórek antykwariaty, maleńkie butiki, warsztaty rzemieślnicze, lutnicy. W samym już poszukiwaniu można odkryć, że wszystko co spotykamy jest cudem, choć zdaje się, że do takiej świadomości dochodzi się dopiero w momencie, gdy odnajdzie się to czego się szuka. Później dopiero się okaże, że szukać nazbyt nie trzeba było.

Potrzeba w podróży zwanej życiem uważać jednak na pewną przeszkodę, istotną, bo ona potrafi zepsuć wszystko. Ta przeszkoda to gadacz, gadacz w Twojej głowie. To ten podszept, który się odzywa, gdy wiesz co chcesz zrobić, czego pragniesz, a w zasadzie czego Twoja dusza potrzebuje. Podszept sprawia, że sama siebie pytasz dlaczego, dlaczego, dlaczego… Dlaczego prezent miał być wyjątkowy? Dlaczego chcesz zrobić wrażenie? Dlaczego kupujesz coś wyjątkowego dla wyjątkowej osoby? Dlaczego ego dochodzi do głosu? Dlaczego przyjaciółka jest wyjątkowa? Dlaczego ktoś jest dla ciebie ważny, aż tak ważny? Czy można kochać przyjaciółkę, kogoś, kogo poznało się na studiach w czasie nudnego wykładu? Czy miłość może stać się niewygodna? Gadacz oddziela Cię od uczuć. A miłość jest w uczuciach, nie w głowie. Miłość nie jest myślą. Miłości się nie myśli. Miłość jest uczuciem. Miłość się czuje. Myśląc możesz wylądować w korpo i tyrać do końca życia zdobywając uznanie wszystkich, tylko nie samej siebie. Być kimś – kimś innym, niż się jest…

Gdy jednak słuchasz uczuć, swojego serca, to wtedy zaciekawiona, tchnięta dziwnym, nieznanym impulsem, wejdziesz do jakiegoś środka, otworzysz jakieś drzwi, wkroczysz tam, gdzie rozum nigdy by Cie nie zaprowadził. Bo serce wie i mówi kiedy należy zrobić krok, mówi też jaki to krok, w którą stronę, w jakim tempie. A to co mówi serce czujesz – czujesz w duchu i czujesz w ciele. O ile słuchasz. O ile Pan Gadacz Cię nie zakłóca. I wtedy – wcześniej lub później – nastąpi odkrycie, że wszystko czego w życiu poszukujesz, to w gruncie rzeczy miłość.

Można zostawić dosłownie wszystko by kochać, by wybrać drogę człowieka podążającego wyłącznie ścieżką miłości. Można wtedy udać się na koniec świata, w jeden miesiąc poznać magię muzycznego świata Turków, dowiedzieć się wszystkiego na temat ich tradycyjnych instrumentów, pokochać je i zacząć na nich grać, a nawet zostać lutnikiem by je z miłością i pasją wykonywać dla innych. I można przy tym czuć, że chce się poczuć Stambuł, być tam, żyć tam, powrócić do miejsca za którym od zawsze się tęskniło. Bo gdy serce wybiera, człowiek nie ma już nic do powiedzenia. Ono go prowadzi. A tam gdzie prowadzi, niekoniecznie jest cel podróży. Często tam gdzie wzywa nas serce, jest kolejna wskazówka, informacja, do której byśmy nie dotarli, gdybyśmy nie zrobili poprzedniego kroku, za głosem serca.

Dlatego idź zawsze za jego głosem. On może Cię zaprowadzić z małej nic nie znaczącej miejscowości do wielkiego miasta, tam możesz poznać człowieka, który powie tylko jedno zdanie, które naprowadzi cię na coś innego. A to coś innego, może zaprowadzić cię do Twojego Stambułu, gdzie czeka Twój brudny sklep, butikowy zakład lutniczy, w którym na kołku na ścianie wisi Oud i Saz – twoja miłość, do której życie i wszystko co się otacza, próbowało cię zaprowadzić od samego początku. Podążaj za znakami. Czytaj je sercem. 

Pamiętaj! Musisz słuchać serca, a nie gadacza w Twojej głowie, który próbuje ci wmówić, że masz skończyć szkoły, zdobyć pracę, karierę, zarobić na pierwszy dom, założyć rodzinę, wychować potomstwo i… coś tam jeszcze. Bo gdy będziesz robić tylko to, co podpowiada Ci głowa, może się okazać, że … nigdy nie dotrzesz do Stambułu, do sklepiku gdzie na kołku wisi turecka lutnia Twoich marzeń.

Gdy jednak słuchasz serca, głowa nie jest w stanie Cię zakłócić i powiedzieć – żal to wszystko zostawiać, nie poradzisz sobie, nie znasz języka, to obce miasto, inna kultura. Bo serce, silne serce, niczym nie zakłócone, poradzi sobie ze wszystkim. I w zasadzie to nie serce sobie radzi, a miłość, która w końcu do tego serca dopływa jak czysta, niczym nie zmącona, źródlana woda. I wówczas gadacz, który ciągle podszeptuje byś nie robiła tego co kochasz, musi w końcu się zamknąć. I zniknąć. Bo siła głosu serca przepełnionego miłością, jest dźwiękiem, którego nic nie jest w stanie zmącić, zakłócić i zagłuszyć. To dźwięk piękny i melodyjny, jak turecka lutnia oud, jak saz z długim gryfem.

Rób to co kochasz. To jedyny sposób, by z uśmiechem na twarzy po raz ostatni zamknąć oczy, gdy nadejdzie ta ważna chwila i podejdzie do Ciebie śmierć. A ona, gdy witana jest serdecznie i z radością, staje się przyjaciółką i na pewno potrafi jakoś się odwdzięczyć. Wiesz jak? Co jest Twoim Oud’em, Sazem, Tamburem, Stambułem?

Rzeka w której szukasz złota, to życie, wszystko co cię otacza. Złoto którego szukasz, to miłość, którą możesz odławiać we wszystkim co cię spotyka. A sito? Co jest sitem? Ty jesteś sitem. W końcu Ty wybierasz, czy zostać w Wolbromiu, czy pojechać do Stambułu. Twoje serce jest nawigacją – zna ścieżki, drogi, skrzyżowania i punkty odpoczynku, które musisz zaliczyć. I zna też przystanki które musisz odwiedzić, by się przestawić na inny tor i… w końcu trafić do źródła, do tego, co Twoja dusza kocha i czego potrzebuje od zawsze, najprawdopodobniej od zawsze. Do tego, za czym dusza tak bardzo tęskni. Tam – czegokolwiek nie odkryjesz – jest miłość. Ostatecznie pod wszystkim co cię wspiera i sprawia że wzrastasz, kryje się miłość. Bo wiesz… tak naprawdę, to Ty jesteś miłością, tylko jakiś głos, robi wszystko, byś tego nie usłyszała. W końcu wszystko jest połączone – sito, złoto, rzeka i poszukiwacz. Wszytko jest jednością.

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Lutnia – koan. Prezent dla Moniki na urodziny od Piotra

Poszukiwała czegoś wyjątkowego. Rzecz jasna teraz szuka się głównie w Internecie. Jednakże tym razem postanowiła przywieźć coś specjalnego z miasta cudów, jakim był Stambuł. Założyła niebieski hidżab i ciemne okulary. Niebieski, błękitny, bławatkowy, modry, jej ulubione kolory. W chuście na głowie wtopiła się w tłum. Teraz była jedną z mieszkanek zaczarowanego miasta, miasta cudów. Była tu nie pierwszy raz. Jak zawsze sama. Uwielbiała te samotne wyprawy, marsze w góry, wspinaczkę, egzotyczne wyjazdy do Katmandu i dalej, na Malediwy i Seszele, lecz Stambuł, do którego wracała, był miastem szczególnym. Choć była tu nieraz, wciąż potrafiła się zgubić. Lubiła się gubić wśród uliczek Starego Miasta. Słowo zgubić było z resztą na wyrost. Jej nawigacją od zawsze były minarety górującego nad miastem meczetu Sultanahmed, Błękitnego meczetu, cudu architektury islamskiej. Miasto byłem cudem. Rozpięte pomiędzy Europą i Azją, niemal wiszące nad Bosforem, przytulone do Morza Marmara, czujące oddech znad Sahary. Zwornik Morza Śródziemnego i Morza Czarnego. Błękitno-złota perła pomiędzy morzami i lądami.

Prezent? Coś wyjątkowego? Wyjątkowego jak Stambuł. Prezent dla przyjaciółki, właściwie jedynej jaką miała, musiał być wyjątkowy. Przemierzała uliczki Złotego Rogu spadające ku Bosforowi. Obowiązkowe herbaciarnie, małe bary z przekąskami, cukierenki, fryzjerzy, pracownie, do których wchodziło się po kilku schodkach w dół lub w górę. Ukryte wśród podwórek antykwariaty, maleńkie butiki, warsztaty rzemieślnicze.

Dlaczego prezent miał być wyjątkowy? Gdyż miał być dla wyjątkowej osoby, niespotykany prezent, szczególny dar – odpowiedziała sama sobie albo raczej znów zadała pytanie? A może przesadza, może po prostu chodziło o pamiątkę, która zrobi na przyjaciółce wrażenie? Łaskotała swoje ego. Dlaczego przyjaciółka była wyjątkowa? Nie, nie chciała myśleć w ten sposób. W jaki sposób? Że ktoś jest dla niej ważny, aż tak ważny? Może jedyność sprawia, że kogoś uznajemy za osobę znaczącą, wyjątkową, za przyjaciela? Może miłość? Czy można kochać przyjaciółkę, kogoś, kogo poznała się na studiach w czasie nudnego wykładu? Kochać? Odsunęła tę myśl niewygodną. Wtedy jej oczy zatrzymały się na małej, brudnej witrynie, w której na zwykłym sznurku wisiał przecudny instrument. Coś jakby gitara w kształcie gruszki. Czarno-granatowy z delikatnymi akcentami czerwieni. Zaciekawiona, tchnięta dziwnym, nieznanym impulsem, weszła do środka. W głębi, przy warsztacie stolarskim, siedział młody mężczyzna z podobną gitarą w ręku. Coś przy niej majstrował.

– Przepiękna gitara, dosłownie oszałamiająca. – Powiedziała lekko muskając dłonią zakurzony instrument. Już miała spytać o coś po angielsku w nadziei, że mężczyzna choć trochę zna ten język, gdy usłyszała w czystej polszczyźnie:

– To nie jest gitara. To lutnia oud, lutnia z krótką szyjką. Instrument charakterystyczny dla Bliskiego Wschodu. Rzeczywiście jest magiczny. Ma piękną barwę i brzmienie.

– Zna pan język polski – zdziwiła się. – Skąd?

– Z Wolbromia – zaśmiał się. – Jestem Polakiem. Tam się urodziłem, w Wolbromiu.

– I co tutaj robisz? Jesteś na jakimś stażu? Mieszkasz tutaj, w Stambule? – Znów to niedorzeczne zdziwienie. Dopiero po chwili zorientowała się, że bezceremonialnie przeszła na ty, jakby znała gościa od dawna i nagle spotkała po latach albo jakby byli na jakimś piwku i pogaduchach.

– Mieszkam tu, żyję. – Znów zaśmiał się radośnie, uśmiechniętymi oczami. ­– I robię lutnie oud oraz tanbury z progami i długie sazy. Uwielbiam sazy. Wskazał dłonią na niepomalowany instrument wiszący pod sufitem. –  Zobacz jak długi ma gryf. Pięknie brzmi ale ta, jest jeszcze nieskończona.

– I co tutaj robisz? – Powtórzyła kompletnie zbita z tropu po czym dodała natychmiast. – Jak się tu znalazłeś? Dlaczego w Stambule? To raczej Turcy emigrują do Niemiec, do Europy ale żeby Polak, tutaj? – Wyrzuciła z siebie i natychmiast zawstydziła się idiotycznymi pytaniami i ocenami rodem z jakiejś dziury. I znów się zawstydziła. Sama pochodziła z jakiejś dziury na Mazowszu.   

– No cóż, wielu Polaków się dziwi, że mieszkam tutaj. Robię lutnie jak widzisz. Tureckie instrumenty, stambulskie sazy z długim gryfami. Gdzie mam je robić, jak nie w Stambule? – Znów ten śmiech.

– Ale przecież jesteś z Wolbromia? – Wybąkała jakoś bez sensu.

– W dodatku studiowałem na AGH w Krakowie i z zawodu jestem inżynierem. Pracowałem nawet w rodzimym Wolbromiu, w największej fabryce części samochodowych w Europie. Korpo. Praca marzeń. Dochrapałem się stanowiska. Samochodu służbowego. Zastępca kierownika działu utrzymania ruchu, moja droga. Wszyscy mówili, że jak na mój wiek, to byłem szychą. A teraz robię lutnie. A ty, co tutaj robisz? Zagubiona turystka?

– Chcę kupić taką lutnię. – Stwierdziła rzeczowo.

– Nie stać cię. – Zaśmiał się, tym razem głośniej i bardziej złośliwie, jak jej się wydało.

– Skąd wiesz? – Od parsknęła, jak zwykle przeczulona na swoim punkcie.

– Widzisz. Jedną taką lutnię – wskazał na instrument, który cały czas trzymał w ręku – robię nawet pół roku. Rocznie wykonuję dwa, trzy instrumenty. Wszystkie na indywidualne zamówienia. Znają mnie i polecają muzycy w całej Turcji i na Bliskim Wschodzie. Utrzymuję się z dwóch instrumentów rocznie, trzecim zarabiam na przyjemności. Są bardzo drogie i bardzo dobre.

– I dlatego wolisz robić lutnie w Stambule niż być kierownikiem w Wolbromiu? – Raczej stwierdziła niż spytała.

– Nie, nie dlatego. Kocham robienie lutni i kocham Stambuł. Pewnego dnia zdecydowałem, że będę w życiu robił tylko to, co kocham.

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...