HOLISTYCZNA KLAWIATURA ARTURA – ALE O CO CHODZI?

utworzone przez marzec 30, 202081 Tajemnic

1. Zdolność dostosowania do zmieniającej się sytuacji, elastyczność, spokój i zimna krew, opanowanie i dystans, to wyjątkowo cenne kompetencje. Są dobrym, może nawet doskonałym lekarstwem na każdy kryzys – społeczny, ekonomiczny, miłosny, zdrowotny, ba, nawet globalny i totalny, jak wirus. Ma to silny związek z pewnością siebie, poczuciem wewnętrznej siły, a nawet mocy, świadomością własnych zasobów i talentów, narracją „zawsze sobie poradzę”. Kto się czuje bogaty wewnętrznie, wie, że zmiany – jakkolwiek gwałtowne i burzliwe – są do opanowania. Mówi sobie „ogarnę to! Jak zawsze ogarniałem! Bo to pierwszy raz…”.

2. Inną ważną kompetencją – zwłaszcza w kryzysowych momentach – jest też zdolność odpuszczania, zwłaszcza gdy nie możemy już nic zrobić i jesteśmy – w jakimś sensie – pod ścianą. Rynek się zapada, dostęp do części dóbr i usług – również tych pierwszej potrzeby – jest bardzo utrudniony, szum medialny i epidemia strachu robią swoje. Spora część ludzi zastanawia się, jak sobie poradzi, z czego będzie żyć, jak będzie wyglądać świat, gdy się to wszystko skończy. I można rozmyślać, analizować, biadolić, narzekać, martwić się, dołować, tylko co to daje? Można też, to co przed chwilą opisałem, jednym ruchem zmieść zmiotką na szufelkę i po prostu wyrzucić do kubła – odpuścić to, na co nie mamy wpływu. I w ślad za tym zrobić kolejny krok – zabrać się do roboty, za to, na co mamy wpływ i dzięki czemu, możemy w pełni odnaleźć się w zaistniałej sytuacji. I tu kluczowe są własne zasoby, talent, powołanie, dar… Negocjujemy przecież nie ze światem, nie z wirusem, ale zawsze z sobą – sukcesy, porażki, cele, efekty, marzenia, zadania, definicje. Wszystko negocjujemy z sobą, a dopiero wynik tych negocjacji pokazujemy i przekazujemy światu.

3. Kryzys może stać się niebezpieczny, gdy zamiast być w prawdzie o sobie, słuchamy podszeptu diabła, gonimy za kolejnym króliczkiem, który jest nie do zdobycia. Diabeł – jak w przypadku Artura, bohatera koanu – dochodzi do głosu, gdy nie mamy własnych pomysłów, dostępu do swojej energii, zasobów, talentów, darów. Szepcze, gdy brak nam świadomości i pewności siebie, wiedzy, że coś jest naszą wielką mocą i czyni nas wyjątkowymi, w każdym calu. Wtedy szukamy – na siłę. Podpatrujemy, robimy dziwne fikołki i koziołki, męczymy się i dręczymy, aby zrobić coś niesamowitego, niespotykanego, takiego „amazing, epic and gorgeous”. A przecież jest coś, co nam przychodzi z łatwością, każdy z nas ma jakiś talent, jakiś dar. Gdy jest nam znany, widoczny, nie musimy niczego szukać. Wówczas mamy, jesteśmy zasobni. A jeśli szukamy, to wyłącznie dlatego, że nie widzimy tego, co w nas błyszczy jak diament albo też nasz dostęp do tych zasobów jest czymś poważnie zablokowany. A blokadą – w moim odczuciu – jest zawsze przywiązanie, do przeszłości i do przyszłości.

Każda prezentowana przeze mnie tutaj introspekcja (tekst „Ale o co chodzi”, czy też tekst z pytajnikiem „?”), to tylko moja insynuacja, dygresja, cudza (moja, jako autora) fantazja na temat tego, co koan Macieja zdaje się próbować przekazać.

I z tej choćby przyczyny interpretacja nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie.

Tekst niniejszy to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw moim punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Moje interpretacje to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż ja i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać Cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy.

To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

4. Gdy robimy to co wszyscy, w dodatku tak jak wszyscy, to skazani jesteśmy na ten sam wynik, który uzyskują wszyscy. Unikatowość, indywidualność, odcisk palca znikają. Przestajesz być świadomym leaderem, a stajesz się bezkształtną masą kruszców – wprawdzie – drogocennych, jednak nie odkrytych. Nie odkrytych przez ciebie, bo nikt innych tego zrobić nie może. Gdy stajemy się jak wszyscy, postępujemy jak wszyscy. Kopiujemy cudze pomysły, naśladujemy, w pewien sposób kradniemy, udajemy kogoś innego, bo nie mamy dostępu do siebie, do swojego prawdziwego oblicza, zasobów, umiejętności, tej szczególnej cechy, która nas odróżnia od większości śmiertelników. To zresztą cecha, która może sprawić, że – metaforycznie, a może nawet rzeczywiście – stajemy się nieśmiertelni. Picasso, De Mello, Da Vinci – wiecznie żywi. 

5. Tytułowy Artur chce się „przebić”. Jakież to piękne słowo, ileż mówi o utajonej motywacji. Przebijać się trzeba z reguły przez ścianę, opór, jakąś skostniałą materię, coś przemożnego. A to wymaga siły, walki, nieadekwatnego i niepotrzebnego wysiłku. Mnóstwo ludzi chce się przebić, jednak nie dostrzegają rzeczy najważniejszej, że prawdziwa satysfakcja z wykonywanych czynności – zgodnych z talentem, tzw. powołaniem – nie wymaga żadnego szczególnego kosztu i wysiłku. Niech – wyłącznie za przykład – posłuży to co robimy z Maciejem. Codziennie, na bieżąco, bez jakiegokolwiek wyprzedzenia, piszemy teksty – on koan, ja interpretację. Maciej z reguły w nocy, ja zazwyczaj z samego rana. My się w ten sposób nigdzie nie przebijamy, nie zamierzamy dociągnąć, dobić do 100, czy 1450 tekstów. Robimy swoje, bo to uwielbiamy, w dodatku z pobudek nieegoistycznych. Parafrazując tekst Jonathan Carroll, który dziś przeczytałem na fanpage’u „Dorosły Myślący”: chcemy ci pokazać swoje odkrycia, poinformować cię o cudownościach, jakie napotkaliśmy na swojej drodze; o tym wszystkim, co poszerzyło, dopełniło i rozświetliło nasz świat. Tego samego chcemy dla ciebie (parafraza fragmentu „Kolacji dla wrony” Jonathan Carroll, , fragment oryginalny możesz przeczytaj tutaj: 
https://www.facebook.com/DoroslyMyslacy/photos/a.138173313031152/1392197554295382/?type=3&theater

6. I nie piszę o naszym przykładzie by się gloryfikować (choć lubię dobrze o sobie myśleć), ale dlatego, że jest najprostszy i bardzo zrozumiały: zarówno dla mnie – jako interpretatora, jak i dla ciebie, jako czytelnika, który tu zagląda. Brak egoistycznych pobudek to klucz. Gdy robisz coś, gdyż masz satysfakcję z samego aktu wykonywania tej czynności, bez względu na efekt, wynik, poklask, tzw. sukcesy i porażki, to jesteś jedną nogą w niebie. Nic ci tego nie jest w stanie odebrać, gdyż odrywasz się od przywiązania do efektu swojej pracy. Samo „robienie” jest największą frajdą. Mawia się, że dostaliśmy dwie ręce: jedną by pomagać sobie, drugą by pomagać innym. Jeśli to co mi przychodzi z łatwością, potrafię dać ludziom – z pobudek nieegoistycznych – to jestem w niebie drugą nogą. Za życia. Dwie ręce – jedna z miłości do siebie i radości z posiadanych talentów, druga z miłości dla innych i zdolności obdarowywania nimi, gwarantują mi obie nogi w niebie. Za życia, bez czekania na ostateczne rozdanie, rozstąpienie się niebios i gościa w brodzie, który wyda mi jakiś werdykt, powie „idź na lewo” albo „na prawo”.

7. Byłem jak Artur. Słuchałem podszeptów diabła przez sporą część życia. Nie żałuję – wiele mnie to nauczyło, zdobyłem mnóstwo doświadczeń. Jednak cały tamten czas, działałem z pobudek wyłącznie egoistycznych. Chodziło mi o sukces, pieniądze, sławę, poważanie, przynależność do elit i inne tego typu pierdoły. Mnóstwo wysiłku, przebijanie się każdego dnia. Sierp, młot i tyrka. Napięcia, blokady, złość i gniew. Chora ambicja, zdolność do przesady, a pod spodem pragnienie miłości innych, a w gruncie rzeczy własnej – zrozumienia i akceptacji siebie. I przy tym wszystkim mnóstwo uzależnień – od sukcesu, od wygranej, od pieniędzy, od zakupów, od wszelakich i różnych uciech życia cielesnego, od innych ludzi, kobiet… I nie mogłem w ten sposób zaznać spokoju, do dnia, w którym uciszyłem głos diabła i zacząłem słuchać metaforycznego anioła, który stoi ciągle obok mnie. Matka by powiedziała „to twój anioł stróż Adam”.

#81. Jeśli to co robimy nie płynie z serca, z trzewi, z lędźwi, z naturalnych zasobów, z źródła naszej kreatywności, to jesteśmy kserokopiarkami w ludzkich ciałach. Wówczas ciągle musimy kogoś słuchać, czytać, podziwiać, oglądać, żeby mieć przykłady do naśladowania, by w ten sposób móc się przebić. A przecież jest dużo prostsza droga. Wystarczy robić, to co się lubi. Regularnie, każdego dnia, w wolnych chwilach, zgodnie z potrzebą ciała, umysłu i ducha. I wtedy jakoś wszystko się układa. Ciało i umysł się przyzwyczają, wpadają w rytm, nawyk, przyjemną rutynę, a duch cieszy się jak małe dziecko, które pierwszy raz wyszło na podwórko, zobaczyło piaskownicę, biegającego psiunka i deszcz. Tego – na całe życie – tobie i sobie życzymy. Każdego dnia, po wsze czasy.

***

Weź sobie z tego posta co chcesz. Możesz wziąć wszystko, możesz wziąć trochę, albo nie brać nic. Jeśli uważasz, że to wartościowa treść, udostępnij proszę. Dziękuję 🙂

Każda prezentowana tu introspekcja (tekst Adama z cyklu "Ale o co chodzi", czy też tekst z pytajnikiem "?"), to tylko insynuacja, dygresja, cudza (bo autora - Adama) fantazja na temat tego, co koan zdaje się próbować przekazać. I z tej choćby przyczyny nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie! 🙂

Introspekcja to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw Adama punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Interpretacje Adama autorstwa to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż Adam i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy. To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Holistyczna klawiatura Artura – koan

Po dwóch tygodniach zdziwienia, niedowierzania, zaprzeczania, złoszczenia, negocjowania Artur wreszcie się pogodził. Ponadto z kim tu negocjować? Z wirusem? Z państwem? Z pogubionymi urzędnikami? Negocjować? Co właściwie? Właściwie z kim?

W końcu zaprzątnęła go walka o papier toaletowy, maseczki i spirytus. Walkę o spirytus przegrał a wódka ponoć ma za mało procent żeby właściwie odkażać. Wreszcie i z odkażaniem spuścił z tonu.

Diabeł podpowiedział mu: – Artur szukaj, dasz radę! Kto jak nie ty?

I wtedy, wtedy postanowił coś zrobić, wymyślić. Wszyscy w koło, w jego dziedzinie, masowo stawiali webinaria. Cała branża szkoleń, wykładów, mów motywacyjnych, eventów, warsztatów jednego dnia padła wraz z hotelami, turystyką i setką innych usług. Nie naprawisz pralki, nie załatasz zęba, nie zamówisz nowych okularów. Chodź ślepy, jeśli stare stłukłeś.

Wtedy diabeł znów mu podpowiedział: – Artur szukaj, znajdziesz rozwiązanie! Kto jak nie ty?

Przeglądał, śledził, myszkował, kopiował, oglądał i w końcu doszedł do wniosku, że trzeba się przebić, zaistnieć, gdyż rzeczywiście wszyscy (lub niemal wszyscy) robili webinaria lub krócej po prostu webinary. Uznał, że ważny jest tytuł, ba najważniejszy! Musi być coś mocnego, trochę nieznanego, zastanawiającego, brzmiącego obco a jednak znajomo. Zaciekawienie ale i zdziwienie.

Walił w klawiaturę jak opętany. Siedział w dresach przed ekranem. Nie mył się, nie przebierał, prawie nie jadł, szukał. Kongruentny wydawało się mu się zbyt trudne do wymówienia. Intersubiektywny brzmiało jak interstelar, więc pomyślał, że jak nazwie tak webinar, to ludzie pomyślą, że to film. Prekognicyjny, ładne ale zbyt trudne i kojarzące się dziwnie. Koherentny miało to okropne „ha”, twarde i zgrzytliwe.

I znów diabeł szepnął: – Znajdziesz, Artur, kto szuka znajduje! Kto jak nie ty?

Wtedy wpadł na to genialne, cudowne słowowo, które kiedyś, gdzieś słyszał, słowo, które natychmiast uznał za najodpowiedniejsze: holistyczny. Tak nazwie swój kurs on line: Holistyczna komunikacja w dobie epidemii. Albo prościej:Holistyczna komunikacja. Albo wprost, a co tam: Podejście holistyczne w dobie kryzysu.

Rzecz jasna sprawdził co znaczy słowo holistyczny. Wyjaśnienie było na tyle ogólne i niezrozumiale, że akurat pasowało. Diabeł podpowiedział mu żeby się zbytnio nie wysilał, bo i po co?

Dlatego Artur, rzecz jasna pod nowy tytuł zamierzał podłożyć starą prezentację, ze szkolenia, które tłukł dziesiątki razy: Komunikatywny menedżer. Z resztą, i tak je od kogoś, gdzieś, skopiował, czyli zerżnął.

Szkolenie „spod małego palca” jak mawiał z pogardą. Właściwie nie wiadomo do kogo skierowaną, czy do siebie, czy też do tematu szkolenia, czy może do uczestników, których uczył technik tak naiwnych, że sam się dziwił ich zaangażowaniu. Na przykład taka „kanapka informacji”, że najpierw dobre treści trzeba powiedzieć, potem krytyczne i znów dobre. Tra la la, że to przełknie pracownik jak bułkę z masłem i nawet nie poczuje, że dostał kopa. Diabeł śmiał się razem z Arturem.

I wtedy Artur kliknął w wyszukiwarkę: szkolenia ze słowem *holistyczny* w nazwie. Wyskoczyło 1458 pozycji, webinariów 873, innych warsztatów 4357, a pozycji edukacyjnych 11 342.

Uniósł klawiaturę i roztrzaskał ją o stół wrzeszcząc na całe gardło: – Jaki diabeł mnie podkusił!?  

A diabeł na to: – JA!  

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...