HEJT – ALE O CO CHODZI?

utworzone przez Lut 24, 202081 Tajemnic

1. Drogi, kochany Czytelniku bloga 81 Tajemnic. Dziś będzie inaczej, niż zwykle. Cieszę się, że tu jesteś, że czytasz, zaglądasz, czasem lajkujesz, czasem komentujesz, niekiedy udostępnisz. Cieszę się, jeśli to co robi Maciej, co robię ja, może w jakikolwiek sposób skłonić Cię do refleksji, być może zobaczenia czegoś, zrozumienia albo nawet… życiowej zmiany. Albo wielkiej życiowej zmiany. Cieszę się również, gdy to co piszemy, Ci się nie podoba, cieniuje Cię, irytuje, wkurza, wkurwia… – nazywajmy sprawy wprost 🙂 Dobrze gdy uważasz, że filozujemy, marnujemy czas, energię i moglibyśmy się zająć czymś pożyteczniejszym. Cieszę się tak samo, z każdej twojej reakcji – każda twoja reakcja jest zaproszeniem do czegoś. W gruncie rzeczy zawsze do wolności osobistej. Skoro czytasz dzisiejsze „Ale o co chodzi”, to na pewno jesteś w tym momencie życia, w którym przyszedł czas na poznawanie takich właśnie treści. My wysyłamy zaproszenie w świat, a świat wysyła zaproszenie między innymi do Ciebie. Możesz je przyjąć lub nie. I tak, i tak jest dobrze.



Ha! Mam Cię! 🙂 Czytasz dalej więc zaproszenie przyjmujesz! Super! Dziękuję 🙂

2. Koany i interpretacje to nic osobistego (nothing personal). Wiele miesięcy zajęło mi zrozumienie, że są one o mnie lub do mnie TYLKO wtedy kiedy ja tak zdecyduję, wtedy kiedy ja je tak zinterpretuję. Maciej nie pisze do nikogo – ani do mnie, ani o mnie (mimo wielu różnych moich podobieństw natury fizycznej, osobowościowej, faktograficznej do bohaterów opowieści), ani do Ciebie, ani o Tobie. Maciej pisze tekst, który wysyła w świat. Do nikogo i o nikim. Wszelkie podobieństwo osób i zdarzeń jest całkowicie przypadkowe. Adam interpretuje koan i wysyła w świat. Wrzucamy swoje teksty z Maciejem do oceanu (do internetów). Za swoje (czyli o sobie), mogą je uznać tylko Ci, którzy zdecydowali się użyć wędki, złowić i powiedzieć sobie „to moja ryba (w znaczeniu „to tekst o mnie”, „to tekst do mnie”). To Ty decydujesz, czy ten tekst jest osobisty, czy Cię rusza. Nie my. Po coś łowisz 🙂

3. Załóżmy taką sytuację… Maciej ma nie 30 😉 a tylko 7 lat i właśnie poszedł bawić się na plac zabaw. Załóżmy, że sprawa dzieje się gdzieś w Bydgoszczy, na jakimś starym osiedlu, w pobliżu torów kolejowych, gdzie pali się węglem i jest mnóstwo smogu. Maciej uwielbia się huśtać, więc usiadł na huśtawce, takiej równoważnej, na której – żeby była zabawa – powinny siedzieć dwie osoby: jedna po jednej stronie, druga po drugiej. Gdy jedna jest u góry, druga jest na dole. Odpychają się na przemian nogami i zabawa trwa. Proste, skuteczne, radosne. Wiesz o co chodzi. Huśtawkę zresztą wybrałem jako obrazek posta, żeby była jasność… Maciej ma dobre intencje, chce się dobrze bawić. Przyszedł się pohuśtać, jest sam, odbija się bez towarzystwa. Tak mu pasuje, tak jest dla niego OK!

Każda prezentowana przeze mnie tutaj introspekcja (tekst „Ale o co chodzi”, czy też tekst z pytajnikiem „?”), to tylko moja insynuacja, dygresja, cudza (moja, jako autora) fantazja na temat tego, co koan Macieja zdaje się próbować przekazać.

I z tej choćby przyczyny interpretacja nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie.

Tekst niniejszy to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw moim punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Moje interpretacje to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż ja i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać Cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy.

To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

4. Przychodzi w pewnym momencie jakiś inny chłopak i dosiada się do huśtawki. Maciej obserwuje. Gość odbija się nogą i rozpoczyna się huśtanie. Po pierwszym odbiciu gość wyzywa Macieja od hujów, przy drugim go opluwa, przy trzecim obraża jego matkę, a na koniec rzuca w niego kamieniem. Co Maciej robi? Wyzywa? Nie. Opluwa? Nie. Obraża? Nie. Rzuca kamieniem? Nie – Maciej, z tego co zauważyłem, to w ogóle nie nosi kamieni, chyba że tzw. kamień wdzięczności. Co więc robi Maciej spytasz? To oczywiste. Schodzi z huśtawki. Gdyby został, to tak jakby chciał zagrać w szachy z małpą i dostał w odpowiedzi na pierwszy ruch cegłą. Było o tym dwa dni temu, możesz przeczytać tutaj. Gdyby Maciej wchodził w dyskusję, pluł, obrażał i rzucał kamieniami, huśtanie by trwało, wojna by trwała, hejt by trwał. Aby huśtawka z hejterem przestała się huśtać, aby hejter stracił energię, potrzeba zejść z huśtawki. Bo żeby się huśtać, trzeba partnera do huśtania. Hejter, który nie ma się z kim huśtać ginie albo … idzie szukać kogoś innego, kto się z nim pohuśta. Kto się huśta z hejterami? Oczywiste – hejterzy. Gdy huśtasz się z hejterem stajesz się hejterem.

5. Służymy ludziom. Blogi, książki, kursy, warsztaty, coachingi, mentoringi… Do tego rozmowy telefoniczne, na Skype, Messengerze, Whatsappie… Dalej podróże, spotkania, wyjazdy… I wiele wiele innych. Naszą misją jest służyć ludziom. Oddajemy swoją energię życiową, jednak nie huśtamy się z tymi, którzy sieją nienawiść. Pozostanie na huśtawce z piewcą nienawiści, jest uzasadnieniem jego nienawiści. Walka z piewcą nienawiści, jest uzasadnieniem jego nienawiści. Dlatego nie odbijamy piłeczki, nie odhuśtuwujemy się (taki właśnie wymyśliłem neologizm – ładny?). Milczymy… i gdy trzeba kasujemy. Skasowane znika i nie napędza spirali zła (bo faktycznie zło istnieje). Każde wypowiedziane słowo w (rzekomej) obronie byłoby energią przeciwną do hejtu. Ta hejtera prowokowałaby do dalszej dyskusji, a tym samym trująca roślina (hejt) byłaby karmiona, mogłaby wzrastać. Nie karmimy nienawiści. Niczym! Nigdy!

6. Wiemy, że nienawiść jest dość popularna w internecie. Potrafi narobić lajków, komentarzy, udostępnień. Potrafi zrobić sprzedaż i target. Jest kontrowersyjna, skrywana w cieniu wielu ludzi, którzy zamiast wybierać swój własny rozwój i załatwić źródło oraz powody swojej nienawiści, wybierają zabijanie siebie i zatruwanie innych gniewem, hejtem, agresją. Gdybyśmy się z Maciejem publicznie pokłócili, powyzywali publicznie, naobrażali, na złość udostępnili jakieś kontrowersyjne materiały (spreparowane rzecz jasna), a dzień przed premierą przeprosili, na pewno sprzedaż książki skoczyłaby o 100, 200, a może 1000 %. Bylibyśmy na językach. Okładka w dwóch najpoczytniejszych brukowcach murowana. Jest jednak pewien mały problem. Naszą misją jest służyć ludziom. A nienawiść nie służy ludziom. Nienawiść zabija ludzi, na raty. Najpierw tych, którzy się nie posługują, a przy okazji tych, którzy przy nich są (choć ci też nie są bez powodu, jakaś wibracja nienawiści w nich być musi). Przez to nienawiść nie wpisuje się w naszą misję. Nie służy ludziom, nie służy życiu, więc nas nie interesuje. No może poza dzisiejszym postem, jako słusznym powodem wyjaśnienia mechanizmu hejtu – w interesie życia, ludzi i naszej służby. To akurat życiu służy… 🙂

7. Nie dyskutujemy z jeszcze jednego powodu – wiemy co piszemy. Nie piszemy z takiego oto powodu, że mamy wątpliwości i chcemy coś poddać dyskusji. Wiemy co piszemy. I to wcale nie oznacza pychy, dumy, czy czegoś podobnego. Wiem co piszę nie oznacza, że piszę prawdę objawioną. Piszę swoją prawdę, dla siebie, a dla Ciebie, jeśli tego chcesz. I zawsze to podkreślam. Ile ludzi, tyle prawd. Ciekawe jest to, że hejter nie napisze do Woody Alena, że prosi go o nieznaczną zmianę ostatniego filmu, dokręcenie paru scen i przeprowadzenie na nowo oficjalnej premiery, gdyż z niektórymi fragmentami dzieła się po prostu nie zgadza. Hejter nie pisze na Fanpage Natalii albo Pauliny Przybysz, że na nowym albumie należy zmienić teksty bo są zbyt mocne i za dużo w nich o miłości, nagrać lepsze basy, dodać więcej elektroniki i wyeliminować pogłosy. A może jestem naiwny… 🙂 Oglądasz film – podoba Ci się lub nie i sprawa się kończy. Słuchasz płyty – podoba Ci się lub nie i sprawa się kończy. I tak prosimy traktuj nasze teksty, interpretacje, publikacje na blogach, w książkach, na Facebooku, Instagramie i wszędzie. I gdziekolwiek.

81. A teraz Ty, drogi, kochany hejterze (jeśli czytasz). Dla Ciebie – z poziomu najwyższej empatii – punkt ostatni, czyli (zdaniem niektórych) najważniejszy. Gra Ci ta muza – bierz. Nie gra – nie bierz. Smaczna bułka – zjedz. Nie smaczna – nie jedz. Fajna dziewczyna – zaproś na randkę. Nie fajna – nie zapraszaj. Fajny post – czytaj. Nie fajny – nie czytaj. Nie oczekuj jednak, że muza zostanie przerobiona, receptura bułki zmieniona, dziewczyna specjalnie dla Ciebie przefarbuje włosy i się przebierze w inne ciuchy, a my zmienimy zdanie i napiszmy „MASZ RACJĘ”. Nie możemy zmienić zdania i napisać, że masz rację, z jednego prostego powodu… MY NIE MAMY RACJI 🙂 Pijemy taką herbatę jaką lubimy. Nie mamy niestety tej herbaty, którą Ty lubisz. Lubimy zdrowe herbaty, w zasadzie to pijemy zioła i tylko te legalne. Nie oczekujemy, że będziesz pić herbatę, którą my pijemy. Nie oczekuj, że my będziemy pić tę, którą Ty pijesz. Jednym z najważniejszych odkryć przebudzonego człowieka jest to, że wie już, że wszystko co się dzieje w życiu jest ok, jest po coś. Świat nie tańczy tak jak mu zagramy, tak jak chcemy. Tańczy jak sam chce. I z tego powodu rozumiemy Twoją obecność. Być może nawet jesteśmy w stanie – przynajmniej częściowo – zrozumieć powody, dla których robisz to co robisz. Jednak nie huśtamy się z Tobą i nie zmieniamy zdania. Bo nie mamy racji. Bo nie ma żadnej racji. W dniu, w którym to zrozumiesz, będziesz uważać, że jesteś najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. I tak będzie. Obiecuję Ci. Nie wierzysz – zapisz się na jakiś dobry kurs, nie musi być u Macieja. Dbaj o siebie, i – jeśli nadal tu jesteś – dziękuję, że przeczytałeś do samego końca. To bardzo dobry znak. WITAJ NA DRODZE… 

Każda prezentowana tu introspekcja (tekst Adama z cyklu "Ale o co chodzi", czy też tekst z pytajnikiem "?"), to tylko insynuacja, dygresja, cudza (bo autora - Adama) fantazja na temat tego, co koan zdaje się próbować przekazać. I z tej choćby przyczyny nie ma nic wspólnego ani z prawdą, ani rzeczywistością, ani tymbardziej Twoim życiem. Jesteś jedynym ekspertem w tej ostatniej dziedzinie. Ufaj zawsze i przede wszystkim sobie! 🙂

Introspekcja to zaproszenie do spojrzenia na sprawę najpierw Adama punktem widzenia i skłonienie Cię do własnej pracy nad koanem. A w gruncie rzeczy pracy nad samym sobą, swoim życiem, relacjami, przekonaniami i skryptami które sprawiają nieustannie, że powtarzasz schematy, żyjesz w swoistym Matrixie i czujesz (w taki lub inny sposób), że nie możesz się obudzić, wyrwać z impasu.

Interpretacje Adama autorstwa to tylko i wyłącznie jeden z setek, milionów, a nawet miliardów pomysłów na to jak opowieść metaforyczną Macieja zrozumieć. Masz prawo, a nawet obowiązek posiadać swoją. Jesteś kimś zupełnie innym niż Adam i koany oraz ich interpretacje będą skłaniać cię każdego dnia do zrozumienia tej oczywistej prawdy. To dzięki pracy własnej, poszukiwaniu unikatowych, indywidualnych i „Twoich” odpowiedzi możesz dojść do sedna swojej egzystencji, prawdy o sobie. Prawdopodobnie zaczniesz żyć dokładnie tak, jak tego pragniesz.

Podejmij swoją pieśń.

81 – introspekcje

Ale o co chodzi?

Zastanawiasz się być może "o co w tym koanie chodzi?"... Nie każdy koan jest oczywisty. Taka jest potęga metafory...

"Ale o co chodzi" (dawniej introspekcje) są niejako wstępem i konspektem do mojej własnej interpretacji koanu. To po prostu draft, szkic, mapa myśli, pierwsze skojarzenia, które dotyczą przeczytanego koanu. Jest to przedsmak, wyłącznie zajawka 🙂 tekstu publikowanego w książce "81 Tajemnic" .

Podobnie powstawało "81 Tajemnic". Analizowałem post Macieja na blogu bennewicz.pl, a następnie w punktach wypisywałem te spostrzeżenia na temat rzeczywistości, które w moim odczuciu koan poruszał, które chciałem opisać w interpretacji. Później te punkty rozwijałem i tak powstawały całe rozdziały złożonej interpretacji.

Dzięki temu zmieniało się wszystko - ja, moje otoczenie, postrzeganie rzeczywistości, a potem decyzje i całe życie...

"Ale o co chodzi?" (introspekcje) na 81tajemnic.pl mają odrobinę inny cel i charakter. Są one zaproszeniem do pracy własnej Czytelnika - Twojej własnej pracy 🙂 

Możesz przeczytać koan, później introspekcję i podjąć decyzję, czy chcesz dokonać samodzielnej interpretacji. Obok znajduje się moja wstępna, szkicowa interpretacja, niejako zapowiedź i "kuchnia" tego, jak budowałem pełne interpretacje w "81 Tajemnic". 

Oczywiście interpretacje w 81 Tajemnic są dużo obszerniejsze niż skrótowa forma ... 

Zobacz przykładowy rozdział - koan i interpretację, aby rozpocząć własną pracę z tekstem: 

 

Hejt – koan

– Głupi ja, powiedział krasnal, opublikowałem w necie filmik. Teraz wszyscy się reklamują, coś nagrywają to i ja postanowiłem. – Stwierdził krasnal. – Fotogeniczny jestem. Mam zmysł filmowy, niezły telefon, konto w mediach, no to poszło.

– I co reklamowałeś? – Spytał mistrz Qi-nol.

– Na początku kombinowałem żeby kurs zaplatania grzyw koniom zrobić ale rynek jest mały, kto teraz trzyma konie. Sporo jest tych biedaków hodowanych na rzeź a koni pod siodło jest mało, jak na tak wielki kraj. Po za tym, kto tam grzywy koniom plecie. Nawet w porządnych stajniach.

– I ogony. – Dodał mistrz.

– I ogony – potwierdził krasnal kontynuując – i wtedy przyszło mi do głowy, że my, krasnale umiemy się uczyć oraz uczyć innych, wiemy jak się uczyć a nawet jak uczyć innych. Co prawda przez wieki uczyliśmy po cichu, przez sen, w nieświadomości, co z resztą jest tym bardziej skuteczne ale teraz czasy już inne, uczyć można, że tak powiem, oficjalnie. Mentoring!

– Co „mentoring”? – Zdziwił się mistrz Qi-nol.

– Wymyśliłem, że zrobię kurs mentoringu. To po angielsku jest, gościu. Co u nas w kraju po angielsku, to od razu jest ho, ho, ho! Wiadomo, Ameryka, Angole, Brytole, postawili się Unii, wielki świat, na wyspach, za oceanem, ho, ho, ho, człowieku! Mentoring, gościu! Mam to we krwi, uczę od lat, zarządzałem dziesiątkami przedsięwzięć, jak to krasnal. Pieniądze się nas trzymają. No i się zaczęło.

– Co się zaczęło? – Mistrz wyraźnie zainteresował się nagłą zmianą akcji.

– Hejt się zaczął, że tylko pieniądze i pieniądze, że wyzysk, że biznesy, że dojenie ludzi, że kapitalizm a nawet, gościu, że faszyzm i walka z chrześcijaństwem, ten mentoring. Armagedon, gościu! Lawina hejtu. Certyfikat? Jaki certyfikat? Skrzat? A co tam wie o biznesie taki niziołek paskudny, obcy kulturowo i najwyraźniej niepełnosprawny? Wyklinanie, gościu. Że zgniły wyzysk! Że przeciwko prawdziwym patriotom! Że eksploatacja! Że drożyzna! Że kolejna moda! Oczywiście okazało się, że sporo dymu robią inne krasnale obawiając się konkurencji ale nie brakowało tam też zdrowej, obywatelskiej, patriotycznej niechęci, do wszystkiego co obce i nieznane. I wtedy popełniłem błąd. Największy.

– Na czym polegał? – Zatroskał się mistrz.

– Nagrałem kolejny film – krasnal gwałtownym ruchem zdjął długą czapkę, rzucił ją na podłogę i zdeptał. Po chwili splunął i puścił filmik. Ze smartfona wydobył się niski, nieco skrzeczący głos krasnala stojącego na tle pokaźnej biblioteki mistrza Qi-nola.

Do ciebie mówię ciulu, hejetrze i do ciebie głąbie. Tak, do ciebie, do ciebie i do ciebie. ­– Krasnal machał wielkim, krzywym paluchem przed obiektywem smartfona. – Wszystko co umiesz, nawet klikanie w klawiaturę i nawet błędy ortograficzne, które popełniasz, zawdzięczasz mentorom. Ktoś cię nauczył jeść łyżką i widelcem, debilu, a jeśli mlaskasz przy jedzeniu i bekasz, to też zasługa mentora – źle cię nauczył. Wszystko co umiesz, ćwoku, to zasługa nauki i naśladowania innych. Jeśli umiesz coś robić, durniu, naprawdę dobrze, nawet jeśli jest to nienawiść i hejtowanie, ktoś cię tego nauczył. Ale skierowałeś swoją energię w stronę, nienawiści, durniu, bo zabrakło mentora, który pokazałby tobie, idioto, drogę do budowania siebie, więc znasz tylko drogę odreagowania swoich kompleksów, fiutku. Tak fiutku, bo pewnie masz również małego fiutka, onanisto. Nie starcza ci odwagi, żeby poderwać fajną dziewczynę. I dobrze, bo tylko byś taką unieszczęśliwił, złamasie.   

– O Matko! – Mistrz Qi-nol chwycił się za głowę i usiadł z wrażenia. – I opublikowałeś to? Matko jedyna, opublikowałeś. I po co, krasnal? Rozum ci odjęło? I jeszcze ta biblioteka z tyłu, krasnal, żeby podkreślić swoją wyższość. O matko! Zjedzą cię, krasnal.

– Nic z tych rzeczy, mistrzuniu. Starej daty jesteś, mistrzuniu. Problem w tym, że mam już czterysta pięćdziesiąt sześć osób, które wykupiły szkolenie. Kolejnych prawie sto jest chętnych. Dostałem tysiąc osiemset dwadzieścia lajków. Moją stronę polubiło prawie tyle samo nowych osób a filmik ma jedenaście tysięcy odsłon a postawiłem go godzinę temu. Jestem przerażony mistrzu.

– Czym jesteś przerażony w takim razie? – Mistrz zdjął okulary, znów je założył i znów zdjął.

– Salę wynająłem na piętnaście osób. To miało być kameralne szkolenie. Hejt się sprawdza, mistrzuniu. Im ostrzej tym lepiej, im więcej agresji i chamstwa tym większe zainteresowanie, im więcej bluzgów, tym mocniejsza reakcja i to pozytywna, mistrzuniu.

„81 Tajemnic”

Książka o przebudzeniu

„Przebudzenie” człowieka – jakkolwiek je rozumieć – staje się tematem powszechnego zainteresowania ludzi odczuwających niedosyt, czy pustkę. Ma to silny związek z kryzysem religii jako takiej, która poza rytuałami, nie potrafi dać człowiekowi niczego, co doprowadziłoby jego egzystencję do pełni szczęścia, akceptacji, miłości, a w konsekwencji do lekkości i nieomal pełnej zgody na wszelakie okoliczności zewnętrzne.

Książka zaprasza Cię do podróży Adama wgłab siebie. Będziesz jej świadkiem i obserwatorem, dzięki czemu możesz stworzyć własne interpretacje opowieści metaforycznych i przebudzić się na swój indywidualny sposób.

Dzięki książce możesz w końcu zrozumieć, że wszystko jest z Tobą w porządku – potrzebujesz po prostu wszelkich pytań, odpowiedzi (i rozwikłania tajemnic) poszukać w sobie, nie zaś na zewnątrz siebie. Opowieści zawarte w książce każdy może zinterpretować inaczej – nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi.

Najważniejsze jest jednak odkrywanie siebie – największej tajemnicy.  .

O autorach

Maciej Bennewicz

Mówi o sobie: artysta; pisarz, poeta, mentor; superwizor; założyciel Instytut Kognitywistyki; autor ponad trzydziestu książek, w tym wielu podręczników
i poradników z dziedziny psychologii
i rozwoju osobistego uznawanych za kultowe; przyjaciel zwierząt i opiekun ludzi… a czasem odwrotnie.

Posiada 20 letnie doświadczenie w branży szkoleń skierowanych do biznesu oraz 30 letnie doświadczenie w pracy z ludźmi
w różnych nurtach terapii i rozwoju osobistego.

Adam Sornek

Z zawodu jest prawnikiem – adwokatem. Praca nad „81 Tajemnic” była jedną z przyczyn dla których postanowił zrezygnować z pracy zawodowej na sali rozpraw. Przestał być człowiekiem konfliktów.
Dziś pomaga ludziom – dba o swój rozwój i rozwój innych. W pierwszym najbardziej pomaga mu sztuka (pisarstwo, muzyka),
w drugim wiedza i doświadczenie zdobyte w Instytucie Kognitywistyki Macieja Bennewicza.
Czynnie pracuje jako coach i mentor.

Inne wpisy

Zapoznaj się z pozostałymi wpisami na blogu

Zapraszamy do kontaktu...